Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek

skarpetki-okładka.

.

Tytuł: Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)

Autor: Justyna Bednarek

Ilustracje: Daniel de Latour

Poradnia K, marzec 2015

.

Zdarzyło mi się wysłuchać „Niesamowitych przygód dziesięciu skarpetek” Justyny Bednarek… i audiobook nie zachwycił mnie. Pisząc o tym, jak bardzo mnie nie zachwycił, zanotowałam jednak: Czytaj dalej

Reklamy
Opublikowano książki | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Zaplątana miłość

zaplątana miłość.

.

.

Tytuł: Zaplątana miłość

Autor: Karolina Wilczyńska

Czyta: Laura Breszka

Cykl: Staja Jagodno

Czwarta Strona oraz audioteka.pl

.

.

.

Pani nam tutaj opowiada jakieś pierdoły o pomocy rodzinie, o wartościach i co tam jeszcze a sama pani o swoją rodzinę nie dba. Ja dobrze panią pamiętam, jak tu przyjeżdżała z matką. Wiadomo, jak dzieciaka na lato podrzucić to wtedy rodzina na wsi dobra, ale jak pomóc by trzeba to już się o starej zapomni. Teraz z miasta przyjechała, żeby swoje interesy tu robić, po pieniądze pewnie czuję a nie wiadomo czy Marciszowa opał na zimę ma za co kupić. Wstyd.

Czytaj dalej

Opublikowano audiobooki | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

Cukier, sól, tłuszcz. Jak uzależniają nas koncerny spożywcze

cukier, tłuszcz, sól

.

.

Tytuł: Cukier, sól, tłuszcz. Jak uzależniają nas koncerny spożywcze (Salt Sugar Fat: How the Food Giants Hooked Us)

Autor: Michael Moss

Tłumaczenie: Piotr Cieślak

Wydawnictwo Galaktyka, 19 marca 2014

.

.

.

.

Na co zdaje się porada dietetyka, który zaleca jedną tabliczkę czekolady na tydzień? Przecież każdy wie, jak ciężko jest przerwać jedzenie, gdy się napocznie tabliczkę. Nieliczni tylko domyślają się, że czekolada celowo jest wyprodukowana tak, by trudno było przestać. [..] Podczas gdy klienci z poczuciem winy liczą kalorie, producenci prowadzą badania, by sprawdzić, jak wywołać u dzieci nawroty pragnienia, by piły więcej lemoniady.

– piszą w swej pracy „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” Udo Pollmer i współpracownicy. Wspominają także o tym, jak to się dzieje, że nawet kiedy człowiek nie jest głodny zawsze skończy rozpoczętą paczkę chipsów. Jeżeli kogoś interesują bliższe szczegóły działalności koncernów spożywczych, mającej na celu spowodowanie uzależnienia się konsumentów od przetworzonego jedzenia, książka Michaela Mossa „Cukier, sól, tłuszcz. Jak uzależniają nas koncerny spożywcze” przynajmniej częściowo powinna zaspokoić tę ciekawość.

Michale Moss, dziennikarz śledczy, opisuje, jak to się stało, że dziś praktycznie cała ludność zachodniego świata jest uzależniona od wysoko przetworzonej żywności. Pisze  o praktykach koncernów spożywczych mających na celu sprzedaż jak największej ilości swoich wyrobów. Owszem, takie czynniki jak reklama, ustawienie produktów  w odpowiednich miejscach w supermarketach i osiedlowych sklepikach czy przekonanie o pro zdrowotnych właściwościach wysoko przetworzonej żywności mają istotne znacznie, jednak wszystko zaczyna się już na poziomie opracowywania produktu. To, jak nowy wyrób wpłynie na zdrowie konsumentów ma marginalne znacznie, wszak sami twórcy takiej jeść tego nie zamierzają. Żywność ma smakować tak, by konsument nie był w stanie poprzestać na pojedynczej porcji. Dlatego też cukru dodaje się tyle, by uzyskać optymalny poziom błogości, nie troszcząc się o to, że jest go stanowczo za dużo, by potrawę można było uznać za zdrową. Bada się także, jak dużo tłuszczu i soli potrzebne jest, by klient wciąż pożądał produktu.

Książka Mossa to przede wszystkim historia wielkich koncernów spożywczych. Autor przedstawia np. genezę płatków śniadaniowych Kellog’s – od zdrowej alternatywy dla tradycyjnego, tłustego amerykańskiego śniadania po produkt poziomem cukru przewyższający słodycze; historię sera żółtego i chipsów, które ewoluowały od przekąski, zjadanej kilka razy w tygodniu do pełnoprawnego i wysoce kalorycznego składnika potraw, jedzonego co najmniej raz dziennie. Dziennikarz pokazuje, że w branży spożywczej nie ma miejsca na przypadek a każdy chwyt jest dozwolony w walce nie tylko o pozyskanie i utrzymanie klientów ale i o sprawienie, by ci konsumowali coraz więcej.

Niby żywność(?) produkowaną przez wielkie, ponadnarodowe koncerny można spotkać na całym niemal świecie, jednak książka Mossa największą wartość ma dla klienta amerykańskiego. Rozdział omawiający rolę tłuszczu w produkcji wysoko przetworzonej żywności poświęcony jest w całości tłuszczom zwierzęcym, dokładniej tym, które zawdzięczamy krowom czyli produktom mleczarskim i wołowinie. Tłuszcze trans i dziś wszechobecny olej palmowy autor pomija zupełnie. W książce także znajdziemy omówienie wielu produktów niedostępnych na naszym rynku. Jednak mimo tego praca Mossa zasługuje na uwagę… o ile w ślad za lekturą pójdzie większa świadomość przy podejmowaniu decyzji w restauracji czy w sklepie spożywczym.

Opublikowano książki | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ofiarowana

.

Tytuł: Ofiarowana. Moje życie w sekcie scjentologów (Beyond Belief: My Secret Life Inside Scientology and My Harrowing Escape)

Autor: Jenna Miscavige Hill, Lisa Pulizer

Tłumaczenie: Magdalena Filipczuk, Michał Filipczuk

Wydawnictwo Literanova, 2 lipca 2013

.

.

 

Kościół scjentologiczny nieodmiennie kojarzy się z Hollywood. O jego potędze i dobrym wpływie na wyznawców zaświadczają takie sławy jak John Travolta, Tom Cruise czy Juliette Lewis. Patrząc na uśmiechnięte twarze tych aktorów aż chciałoby się pójść ich śladem… dopóki się sobie nie uświadomi, że bogaty celebryta jest traktowany zdecydowanie lepiej niż zwykły, szary człowiek. Wszędzie, nawet w kościele. O tym, jak żyją przeciętni członkowie kościoła scjentologicznego dowiedzieć się można m.in. ze wspomnień kobiety, która zdecydowała się opuścić organizację.

Jenna Miscavige, córka pary scjentologów pracę dla Kościoła rozpoczęła wcześnie. Już w wieku 4 lat trafiła na właśnie powstające ranczo, gdzie przez lata wykonywała ciężkie prace fizyczne, a w przerwach była poddawana indoktrynacji. Rodziców widywała początkowo raz w tygodniu, z czaem – jeszcze rzadziej. Później była przenoszona w rozmaite miejsca, często nie zdając sobie sprawy, po co tak naprawdę tam się udaje. Fakt, że była bratanicą Davida Miscavige’a czyli samego Przewodniczącego Rady Religijnego Centrum Technologii (mówiąc po ludzku – zierzchnika scjentologów) niekoniecznie pomagał jej w życiu. Czasem wręcz stanowił źródło kłopotów.

Taki życiorys zdaje się być świetnym materiałem na książkę. Niestety, wykonanie tego pomysłu sprawiło, że to, co mogło stanowić interesującą, wciągającą lekturę wyszło gorzej niż przeciętnie. Obszerne fragmenty historii i założeń kościoła scjentologicznego, procedura przesłuchań, jakim poddawana była Jenna czy  nawet opis ciężkiej, fizycznej praca, którą wraz z innymi dziećmi wykonywała na ranczo zamiast wciągać przeraźliwie nudzą. Interesująco zaczyna się robić dopiero pod koniec, kiedy młodej adeptce scjentologii powoli zaczynają otwierać się oczy. Teoretycznie więc mamy książkę, z którą warto się zapoznać. Nieco bardziej praktycznie podpowiem: najlepiej w formie streszczenia.

Opublikowano książki | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Ania z Zielonego Wzgórza

.

..

Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza (Anne of Green Gables)

Autor: Lucy Maud Montgomery

Tłumaczenie: Rozalia Bernsteinowa

Czyta: Krystyna Kozanecka-Kołakowska

Agencja Artystyczna MTJ-SMBP Sp. z o.o.

.

.

Przygód drobnej, chudej i – co nie bez znaczenia – rudej dziewczynki, która przez pomyłkę przybyła do rodzeństwa Cuthbertów na Zielone Wzgórze nie sposób nie znać. Najsłynniejsza powieść Lucy Maud Montogomery była swojego czasu lekturą szkolną, nie raz jej ekranizacje gościły na ekranach telewizorów. Nadszedł więc czas odświeżyć sobie pierwszy tom przygód Ani Shirley w wersji, w jakiej dotychczas się z nią nie spotkałam czyli w wersji audio. Na audiobooka trafiłam dzięki kolekcji Sequoia Audioteki, umożliwiającej pobranie za darmo wybranych audiobooków o ile wcześniej zakupiło się wybrane syropy.

„Ania z Zielonego Wzgórza” nigdy nie była moją szczególnie ulubioną powieścią, podobała mi się jednak na tyle, żeby swojego czasu przeczytać kolejne części. Nie na tyle jednak, by po powieść sięgać raz jeszcze. Wróciwszy po latach do przygód rudowłosej marzycielki nie zapałałam chęcią przypomnienia sobie dalszych jej losów. Słuchając szczebiotu Ani w wykonaniu Krystyny Kołakowskiej-Kozaneckiej myślałam, że na miejscu Maryli chyba odesłałabym dziewczynkę z powrotem, w każdym razie nie byłabym w stanie z kimś takim dłużej wytrzymać. Jednak nie skupiając się na losach dziewczynki, które znałam od lat mogłam skupić się na rzeczach, na które nie zwracałam uwagi czytając tę powieść w wieku szczenięcym. Niby wiedziałam, że coś zwanego „dzieciństwem” jest stosunkowo nowym wynalazkiem, ale lektura „Ani” znów o tym mi przypomniała. W końcu Ania to miał być chłopiec potrzebny do pomocy w gospodarstwie ale jak się okazało i dziewczynka w tym wieku mogła być przydatna. Choć miała dopiero 11 lat kiedy przybyła na Zielone Wzgórze już miała za sobą pierwsze „doświadczenia zawodowe”, a i będąc u Maryli i Mateusza pomagała w gospodarstwie nieporównywalnie więcej niż pomagają dziś jej rówieśnicy rodzicom. Wcześniej wspomniałam, że na miejscu Maryli nie przyjęłabym Ani, bo ten typ osobowości działa mi na nerwy ale kiedy doszłam do miejsca, kiedy Maryla chciała oddać Anię i byłam świadkiem sceny jak z targu niewolników to zrozumiałam pannę Cuthbert – jej widać też nie odpowiadało tak przedmiotowe traktowanie dziecka.

Po kolejne opowieści o przygodach rudowłosej dziewczynki (później już kobiety i matki) raczej nie sięgnę ale niewykluczone, że do „Ani z Zielonego Wzgórza” w wersji audio jeszcze wrócę. Przede wszystkim po to, by sprawdzić czy w interpretacji innych lektorek będzie mi tak samo działać na nerwy jak w interpretacji Krystyny Kołakowskiej-Koznaeckiej. Przecież te same wzniosłe monologi nie zawsze muszę irytować. W jednych ustach mogą bawić a w innych rozczulać, więc może zdarzy się interpretacja, po której stwierdzę, że ta Ania to rzeczywiście urocza była w tej swojej egzaltacji i nieporadności. Wszak taką ją pamiętam z filmów.

Opublikowano audiobooki | Otagowano , , , , | 2 Komentarze

OkoLica Strachu #6

OLS

Numer 4 OkoLicy Strachu zrobił na mnie tak dobre wrażenie, że aż z tego wrażenia przegapiłam numer 5. Fakt, już starożytni mawiali, ignorantia facebook nocet. Rzeczywiście szkodzi, bo to właśnie przede wszystkim na fejsie publikowane są wszystkie informacje nt. OkoLic. Może na Coperniconie uda mi się uzupełnić braki, bo wieść gmina niesie, że przedstawiciele OLS będą tam zupełnie legalnie rozprowadzać wcześniejsze numery. Jeśli zaś wieść gminna miała by się tylko plotką okazać nie pozostanie mi nic innego jak czekać na ewentualne dodruki starych numerów. Tymczasem, gdy podobno gotowa już jest okładka siódemki, ja zapoznałam się z #6. Ciekawe, czy #7 zdążę przeczytać przed grudniem… Tyle tytułem wstępu, czas na wrażenia. Po kolei:

Opowiadania

Nie dla nich kupuję OkoLicę, ale podobnie jak książki, tak i prasę czytam od deski do deski. A nuż coś ciekawego się znajdzie nawet tam, gdzie się tego nie spodziewam. I znalazło się kilka tekstów, które zwróciły moją uwagę. Przede wszystkim „Pan Kukiełka” Dawida Kaina – studium rozpaczy mężczyzny po śmierci żony. A może tytułowy Pan Kukiełka rzeczywiście odwiedzał małego syna bohatera?

Poza Kainem, którego opowiadania z zasady lubię, w pamięci utkwiły mi: „Nekromancja” Kennetha Granta i „Giermek i Śmierć” Przemysława Karbowskiego. Oba choć współczesne, sprawiają wrażenie, jakby napisane były mocno ponad sto lat temu, a ja lubię te stare niesamowite opowieści. Ostatnim już opowiadaniem, które pozostało w mojej pamięci jest „Gorączka” Agnieszki Osikowicz-Chwaji. Ludzie,którzy wciąż walczą z wrogiem, pomimo tego, że ten został już dawno pochowany zawsze robili na mnie wrażenie. Fakt, naprawdę przerażające wtedy, gdy pojawiają się na kartach historii, ale i dobrze, jak i literatura ukazuje takie typy. Tak po prostu, żeby wiedzieć, że istnieją.

Pozostałe teksty nie zagościły na długo w mojej pamięci, więc i próbować ich wygrzebać nie będę.

Wywiady

Są trzy: z Aleksandrą Saługą, córką Andrzeja Kuryłowicza (rozmawia Sebastian Sokołowski), z Jackiem Ketchumem, Stevem Meyesem i Russelem Moore (rozmawia Sebastian Drabik) oraz z Łukaszem „Zenialem”  Szałankiewiczem (rozmawia Krzysztof „Korsarz” Biliński).

Dla mnie najważniejszy był ten pierwszy, bo jakby nie patrzeć moim żywiołem są książki, a wydawnictwo „Albatros Andrzej Kuryłowicz” to słowa, które często słyszę z ust Krzysztofa Gosztyły, kiedy zaczyna czytać kolejną – na ogół dobrą – powieść. I tak naprawdę, to gdybym miała z pamięci podać logo jakiegoś wydawnictwa, to pierwsze, jakie by mi przyszło do głowy, to właśnie lecący albatros i podpis pod nim: Albatros A. Kuryłowicz. Aleksandra Saługa, obecnie prezes zarządu Wydawnictwa Albatros wspomina dzieciństwo, kiedy wraz z matką i babcią starała się o książki zachodnie dla ojca a także opowiada o rynku wydawniczym dziś.

Wywiad z Jackiem Ketchumem & c.o. mniej mnie zainteresował, bo z twórczości tego pierwszego znam tylko (i bardzo cenię) „Dziewczynę z sąsiedztwa”, wywiad zaś dotyczy przede wszystkim ekranizacji jego powieści. Ekranizacji zaś nie widziałam żadnej, co więcej z upływem czasu wykazuję coraz mniejsze zainteresowanie sztuką filmową.

Wywiad z „Zenialem” też dobry. W sumie nie ważne, że wcześniej o muzyku nie słyszałam. Dużo człowiek świata zwiedził i ma coś ciekawego do powiedzenia nie tylko o muzyce, którą tworzy, ale i o swoich zainteresowaniach, mających wpływ na twórczość. Poza tym dobrze czyta się wywiady, w których osoba je przeprowadzająca jest dobrze przygotowana do rozmowy.

Publicystyka

Olga Kowalska „U bram szaleństwa: Witajcie w Bedlam” czyli krótka historia znanego wszystkim miłośnikom grozy szpitala dla obłąkanych Bethlem Royal Hospital.

Dominik Łuszczyński „Horror zilustrowany, czyli o grozie w komiksach” cz. II Zapaść i odrodzenie czyli dalszy ciąg artykułu zmieszczonego w poprzednim numerze, tutaj o cenzurze i zakazach publikacji komiksów grozy od lat 50. do 70.

Simon Zack „Filmowe potwory. Quo vadis, Ridleyu?” czyli o fascynacji pierwszym „Obcym” i kilkoma następnymi oraz o rozczarowaniu powrotem Ridleya Scotta do serii.

Jacek Radzymiński „Prawdziwe Archiwum X” czyli o Brytyjskim Towarzystwie Badań Parapsychicznych.

Lidia Urbańczyk-Tulik „Nowe metody budzenia grozy w literaturze dla dzieci” czyli tytuł mówi już wszystko o treści artykułu.

Marcin Knyszyński „Nie ma absolutu. Adam Wiśneiwski-Snerg i jego filozofia” czyli przedstawienie sylwetki niesłusznie dziś zapomnianego polskiego pisarza, twórcy sci-fi podszytego grozą i niesamowitością.

Tak generalnie każdy artykuł dobry, każdy zasługuje na zapoznanie się z nim. Mnie najbardziej przypadł do gustu tekst Marcina Knyszyńskiego o ojcu filmu „Matrix”. Mówiąc po ludzku, o człowieku, który pisał opowiadania i powieści, z których bracia Wachowscy (bo wówczas to jeszcze byli bracia) czerpali pełnymi garściami tworząc swój wiekopomny film. Marcin Knyszyński zainspirował mnie do poszukiwań na Allegro i innych serwisach aukcyjnych książek Wiśniewskiego-Snerga, więc kto wie czy za czas jakiś nie ukażą się tutaj ich omówienia.

Komiks

Joanna Łańcucka „Kijowskie wiedźmy”. Ładna kreska potrafi sprawić, że jestem w stanie przejść do porządku dziennego nad wtórną i przewidywalną fabułą.

Tytułem podsumowania – mam nadzieję, że będę pamiętać, żeby pojawić się na Copernikonie z nadzieją na uzupełnienie brakujących numerów i zdobycie wrześniowego.

 

Opublikowano ...lub czasopisma | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Duchowe życie zwierząt

 

duchowe życie zwierząt.

.

Tytuł: Duchowe życie zwierząt (Das Seelenleben der Tiere)

Autor: Peter Wohlleben

Tłumaczenie: Ewa Kochanowska

Czyta: Stanisław Biczysko

Biblioteka Akustyczna, 2017

.

.

.

Po dobrym przyjęciu przez czytelników „Sekretnego życia drzew” Peter Wohlleben postanowił przybliżyć zainteresowanym życie zwierząt. W książce „Duchowe życie zwierząt” niemiecki leśnik dzieli się z czytelnikami wnioskami z wieloletniej obserwacji zwierząt, zarówno tych dzikich jak i domowych oraz obala wiele mitów narosłych wokół naszych braci mniejszych.

Książka nie wnosi do wiedzy czytelnika tak dużo, jak „Sekretne życie drzew” co wynika po części z faktu, że zachowanie zwierząt zdecydowanie łatwiej jest obserwować niż życie drzew, po drugie – na zwierzętach przeprowadza się dużo więcej eksperymentów, więc i ich zachowania były dużo częściej opisywane. Informacje o tym, że zwierzęta także są w stanie odczuwać ból i strach uważam za tak oczywiste, że nie warte wzmiankowania. Podobnie jak te, że zwierzęta potrafią opiekować się młodymi innych gatunków. Nieco na wyrost jest  także tytuł, bo chociaż autor pisze o inteligencji zwierząt, o ich uczuciach, takich jak na przykład przeżywanie żałoby czy o szóstym zmyśle, jednak o duchowości nie ma tutaj mowy.

Jednak mimo wszystkich tych niedoskonałości druga książka niemieckiego leśnika warta jest przeczytania. Przede wszystkim dlatego, że autor jest dobrym gawędziarzem, więc nawet jeśli pisze o oczywistych oczywistościach, robi to w taki sposób, że z przyjemnością się to czyta. Poza tym nie wszystko o czym pisze jest powszechnie wiadome, więc o ile ktoś na co dzień nie czyta książek przyrodniczych sporo może się z „Duchowego życia zwierząt” dowiedzieć. Może po lekturze książki, kiedy spotka w lesie samotną małą sarenkę nie będzie próbował jej „ratować”, bo będzie już wiedział, jak się to może skończyć dla tego zwierzęcia.

Nie będę się upierać, że wersja audio „Duchowego życia zwierząt” przewyższa tę papierową. Przynajmniej nie tę ze zdjęciami. Jeśli jednak brakuje czasu na lekturę, to  spacer (najlepiej po parku) lub drogę do pracy i z pracy warto sobie uprzyjemnić opowieściami o życiu i emocjach naszych braci mniejszych. Dzięki interpretacji Stanisława Biczysko odnieść można wrażenie, że to niemiecki leśnik nam towarzyszy i dzieli się swoimi obserwacjami na temat zwierząt – zarówno tych dzikich jak i hodowlanych.

Opublikowano audiobooki | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz