Ray Bradbury

 Wczoraj upłynęło 2 lata od śmierci Raya Bradbury’ego – jednego z moich ulubionych pisarzy. Wstyd, że wpis z opóźnieniem, jednak jeśli przypomnieć sobie, że 2 lata temu o Jego śmierci raczej pojawiały się wzmianki niż informacje, to i nie dziw, że i o rocznicy śmierci trudno pamiętać. Ktokolwiek miał do czynienia z prozą tego pisarza, wie iż Bradbury wielkim pisarzem był. Szkoda, że tak mało docenianym w kraju nad Wisłą. Nie, nie zamierzam z okazji rocznicy pisać biografii Bradbury’ego, tę można znaleźć w wikipedii, ja zamierzam powspominać Jego książki. W kolejności mniej więcej takiej, w jakiej ja się z nimi zapoznawałam.

Najpierw były Kroniki marsjańskie. Poznanie ich zawdzięczam Przemysławowi Skowronowi, który swojego czasu, dawno, dawno temu prowadził w Radiu RMF FM audycję Kobranocka. Tam właśnie zapoznałam się z niektórymi opowiadaniami ze zbioru. Urzekły mnie na tyle, że gdy tylko zobaczyłam tę książkę w kiosku – nie omieszkałam nabyć. Dobre, ale przygnębiające, dlatego raczej do tego nie wracam. Dzieje podboju Marsa przez ludzi tak trochę wzorowane na podboju obu Ameryk przez białych ludzi. Niby zbiór opowiadań ale ujęty w chronologiczną całość, czyli można czytać tylko pojedyncze opowiadania, jak to robił Skowron w Kobranocce, ale zdecydowanie lepiej przeczytać całość. Zwłaszcza że niektóre poprzedzone są wprowadzeniem, które trudno uznać za samodzielne opowiadanie.

Później było 451 st. Fahrenheita. Też genialne, w dodatku miałam z piękną okładką z feniksem. Niby nie powinno się sądzić książki po okładce, ale jakoś ta ze strażnikiem nie szczególnie zachęcała mnie do kupna powieści. Jednak dla mnie żadna antyutopia nie jest w stanie równać się do Roku 1984 George’a Orwella. 451 st. w moim prywatnym rankingu plasuje się na drugim miejscu. A może na trzecim, jeśli uznać, że drugie miejsce zajmuje: a potem długo, długo nic… Najgorsze jednak jest to, że powoli obserwujemy ziszczanie się obu tych dystopii, choć orwellowskiej jakby w większym stopniu, gdyż dziś już nikt nie zabrania czytać – po prostu większość ludzi woli telewizję, gry komputerowe czy inne formy wirtualnej rozrywki. Jednak na szczęście czytająca mniejszość ma się dużo lepiej niż ta z powieści Bradbury’ego.

Dalej już nie pamiętam w jakiej kolejności czytałam książki amerykańskiego pisarza. Na pewno był debiutancki zbiór Październikowa kraina, który uznałam zaledwie za bardzo dobry. Zaledwie, gdyż pozostałe zarówno wcześniej jak i później czytane książki Bradbury’ego uważam za genialne. Spośród opowiadań najbardziej urzekł mnie Mały skrytobójca – najprawdopodobniej dlatego, że byłam w pierwszej ciąży. Kilka innych, jak Kosa czy Emisariusz także na długo pozostają w pamięci. Fani twórczości Stephena Kinga znajdą w Październikowej krainie opowiadanie, będące inspiracją powieści Smętarz dla zwierzaków. Nie wszystkie jednak opowiadania uważam za jednakowo dobre i z pewnością nie poleciłabym zbioru na rozpoczęcie przygody z twórczością Bradbury’ego.

Później dostałam powieść Jakiś potwór tu nadchodzi. Ofiarodawcy do tej pory jestem wdzięczna… Niby powieść grozy, ja jednak bardziej zwróciłam uwagę na opis dorastania chłopców, pewnego przechodzenia z wieku dziecięcego w wiek dojrzalszy. Jeszcze nie dorosły, ale już nieco poważniejszy. Oraz na dość późne dojrzewanie do ojcostwa. Chociaż tak naprawdę powieść traktuje o tym, że za spełnienie marzeń zawsze płaci się wysoką cenę.

Chyba ostatnia, kupiona „normalnie” w księgarni pozycja Bradbury’ego to Ilustrowany Człowiek i inne opowiadania – zbiór 21 opowiadań ze wszystkich okresów twórczości autora. Są więc tu i podróże na Marsa – nie zawsze rozgrywające się naprawdę, ale zawsze fascynujące, tajemniczy morderca grasujący w małym miasteczku, fantastyka, groza, marzenia i cena, którą trzeba zapłacić za ich realizację, a nawet Adolf Hitler. Oraz, powracająca w niemal wszystkich książkach – czy powieściach czy zbiorach opowiadań, fascynacja twórczością E.A. Poego i innych twórców grozy oraz wizje świata, w którym króluje racjonalność a o pisarzach fantastycznych się nie pamięta. Najbardziej w pamięci mi utkwiła Rakieta. opowieść o realizacji marzeń na przekór rzeczywistości.

Później już były książki wyszukiwane na Allegro. Skoro już znałam Ilustrowanego człowieka i inne opowiadania, wypadało zapoznać się z Człowiekiem Ilustrowanym i porównać zawartość obu zbiorów. Oczywiście, tytułowy Człowiek Ilustrowany pojawia się w obydwu antologiach, ale w różnych odsłonach. W jeszcze innej można znaleźć go w powieści Jakiś potwór tu nadchodzi. Tutaj akurat jest klamrą spinającą wszystkie opowieści: od niego się zaczyna i na nim się kończy antologia. A w środku opowiadania – niektóre znane z innych zbiorów, inne – z którymi zetknęłam się po raz pierwszy. Podobnie jak w poprzednich antologiach, spotkać tu możemy dość przerażające dzieci, które potrafią przygotować zgubę niczego nieświadomym rodzicom. Podobnie jak i poprzednia antologia – bardzo zróżnicowana i bardzo nierówna. I podobnie jak każda inna Bradbury’ego – warta zajmowania miejsca na moje półce.

Kolejny, wyszukany na allegro zbiór opowiadań to K jak kosmos.Tytuł mówi już sam za siebie. Choć nie tylko o kosmosie przeczytać tu można. Znów – kilka opowiadań pojawiających się w późniejszych antologiach (z ostatnich trzech ta jest chronologicznie najwcześniejsza), kilka wcześniej mi nie znanych. Oprócz inwazji z kosmosu, odbywających się przy współudziale dzieci i zupełnej nieświadomości dorosłych, spotkamy tu człowieka uwięzionego w ciele 12-latka, zmuszonego w związku z tym co jakiś czas uciekać od opiekujących się nim ludzi, jak i staruszkę, za wszelką cenę pragnącą zatrzymać przy sobie małego chłopca, żeby nie być tak zupełnie samotną. I znów – cena, jaką przychodzi zapłacić za spełnione marzenia oraz czarne wizje świata pozbawionego fantazji.

Na zakończenie warto wrócić na ziemię, do pięknych opisów codzienności i dzieci mających inne zajęcia niż sprowadzanie na tę planetę Obcych z kosmosu. Zbiór opowiadań Słoneczne wino skonstruowany jest podobnie jak Kroniki Marsjańskie – każde opowiadanie tworzy odrębną całość, wszystkie zaś składają się na opis wakacji pewnego 12-latka w małym, sennym miasteczku w Stanach Zjednoczonych w 1928 roku. Jest tu sporo magii, ale czyż świat widziany oczyma nastolatka, który właśnie przestaje być dzieckiem może być tej magi pozbawiony? Każdy dzień niesie nowe przeżycie, nowe doznania, które zapisywane są w pamięci i odtwarzane później, podczas picia robionego latem tytułowego wina mniszkowego. Niektóre z opowiadań można przeczytać we wcześniejszych antologiach, ale wyrwane ze świata Słonecznego wina nie mają już tego uroku. Uroku czasu, który był piękny i który wracać może jedynie we wspomnieniach…

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pisarze i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Ray Bradbury

  1. anna pisze:

    A ja za nim nie przepadam, ale to pewnie dlatego, że raczej nie mój gatunek. 🙂

  2. krzysiek66 pisze:

    Uwielbiam 451 st. Fahrenheita, niestety jakoś nigdy się nie złożyło, żebym zabrał się za inne książki tego autora. Chyba trzeba będzie to zmienić.

    • jukkasarasti pisze:

      No to jeśli to się spodobało, to następna obowiązkowa pozycja to Kroniki Marsjańskie. Jeśli i to zachwyci to już śmiało można sięgać po całą resztę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s