Morderstwo jako dzieło sztuki

Tytuł: Morderstwo jako dzieło sztuki (Murder as a Fine Art)

Autor: David Morrell

Tłumaczenie: Krzysztof Obłucki

Czyta: Krzysztof Banaszyk, Maria Peszek

Albatros, 2014

Kuba Rozpruwacz nie był pierwszym seryjnym mordercą, który przeraził Londyn… I to nie w jego umyśle powstały wyrafinowane obrazy zbrodni.

Do zakomponowania kunsztownego morderstwa potrzeba czegoś więcej niż dwóch durni,

z których jeden zabija, a drugi jest zabijany, noża, sakiewki i ciemnego zaułka.

Do idealnego morderstwa niezbędne są projekt,

rozmieszczenie elementów, światło i cień, poezja i uczucia.

(…) Perfekcyjny morderca wynosi swą sztukę do poziomu kolosalnego piękna.

Thomas De Quincey, O morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych

 Literatura bywa bronią groźniejszą niż najostrzejszy nóż. Przekona się o tym Thomas De Quincey, gdy jego esej pobudzi wyobraźnię szaleńca i podyktuje mu sposób na przekształcenie rzezi w dzieło sztuki. (źródło opisu: Nexto. pl)

Proza Davida Morrella zdecydowanie nie jest adresowana do osób wrażliwych. Już same tytuły jego powieści: Rambo. Pierwsza krew, Krwawa przysięga, Rachunek krwi mówią same za siebie. Któż zresztą nie zna Johna Rambo, najsłynniejszego dziecka Morrella, jeśli nie z kart powieści czy adaptacji filmowej, to choćby ze słyszenia? Nie dziwi więc, że kiedy kanadyjsko-amerykański pisarz postanowił stworzyć thriller historyczny, na głównego bohatera wybrał Thomasa de Quincey – autora eseju O morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych.

Fabułę swojej powieści Morderstwo jako dzieło sztuki osadził Morrell w Londynie  połowy XIX wieku. Akcja rozpoczyna się od popełniania brutalnego morderstwa, które, zdaniem mordercy, Wirtuoza Śmierci, ma spełniać wszelkie kryteria dzieła sztuki. Mord ten ma być dokładnym odwzorowaniem zbrodni dokonanej 43 lata wcześniej i opisanej przez Thomasa de Quincey w jego słynnym eseju. Dalej nie zawsze jest tak brutalnie. Owszem, są zbrodnie, równie krwawe jak otwierająca powieść, ale jest też śledztwo, prowadzone m. in. przez podejrzanego o dokonanie morderstw de Quinceya, którego umysł pod wpływem laudanum, od którego jest uzależniony, pracuje zupełnie inaczej niż mózgi prowadzących oficjalne śledztwo policjantów. Są także dokładnie nakreślone realia Londynu połowy XIX wieku oraz… polityka kolonialna Anglii tamtego okresu prowadzona w Indiach i Chinach. Ciekawe jest też samo śledztwo: najpierw próba ustalenia, kto za morderstwami stoi, później – pojedynek Wirtuoza Śmierci ze ścigającym go De Quiceyem i policją. Niby punkt widzenia Wirtuoza poznajemy od pierwszych stron powieści, jednak długo jego tożsamość pozostaje tajemnicą zarówno dla organów ścigania, jak i dla czytelnika. Narracja prowadzona jest ta ogół w trzeciej osobie, jednak momentami do głosu dochodzi towarzysząca opiumiście córka, Emily de Quincey i część zdarzeń poznajemy z jej dziennika. A skoro to dziennik, to autorka dzieli się nie tylko relacją z wydarzeń ale i własnymi, jakże bardzo nie przystającymi do czasów, w których przyszło jej żyć, poglądami.

Od kiedy jestem matką źle znoszę opis scen znęcania się nad dziećmi, więc pierwsze morderstwo zaprezentowane przez Morrella wstrząsnęło mną jak rzadko co w literaturze. Było to jednak jedyne moje zastrzeżenie do powieści. Zarówno nadmiar seksu (którego tutaj akurat nie ma) jak i brutalną przemoc toleruję w literaturze i filmie o ile sceny takie mają swoje uzasadnienie. W Morderstwie… mają. Pokazują jak łatwo czasami ulec fascynacji przemocą… i każą się zastanowić, do jakiego stopnia literatura (a dzisiaj w większym stopniu film) mogą stać się inspiracją do popełnienia zbrodni. Przy okazji Morrell zainteresował mnie twórczością Thomasa De Quincey’a, z którą mam nadzieję się  zapoznać.

Wspominałam już nie raz, że wolę powieści czytane przez jednego lektora od superprodukcji. Wspominałam także, że istnieją pewne wyjątki i zdecydowanie wolę, kiedy powieść, w której jest więcej niż jeden narrator czyta tylu lektorów, ilu jest narratorów. Tak właśnie czytane jest Morderstwo… I zarówno Krzysztof Bnaszyk jako narrator, jak i Maria Peszek czytająca dzienniki Emilii De Quincey sprawiają, że wysłuchałam powieści… no, może nie z przyjemnością, ale to z uwagi na tematykę, ale z prawdziwym zainteresowaniem.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii audiobooki i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s