Brama #0

Kiedyś był Kruk. Nie czytałam więc nie zna szczegółów. Później było Czachopismo, które po śmierci zmartwychwstało w formie duchowej… znaczy niematerialnej, jako Grabarz Polski. Po Czachopiśmie było Lśnienie, a jego miejsce na rynku czasopism fantastyki grozy też coś zajęło. Konkretnie Coś na progu. Był(a) też Horror Masakra. W tym roku na rynku pojawił się kolejny magazyn grozy. A imię jego Brama.

Okładka prezentuje się pięknie, zawartość – różnie. Na pewno wrażenie robi papier kredowy, na jakim drukowane jest pismo… ale ładne opakowanie to jeszcze nie wszystko. Zwłaszcza że czytanie opowiadań na kartkach formatu A4, pisanych nie dość, że w jednej kolumnie to jeszcze ze śladowymi marginesami i małymi odstępami między wierszami każe mi zrozumieć dlaczego nauczyciele kiedyś irytowali się, jak oddawałam im prace pisane w ten sposób – krata pod kratką i też praktycznie bez marginesów. Wiem, czepiam się, ale taka już moja natura a skoro mam coś czytać to dobrze, żeby to się dobrze czytało. Oczywiście lektura stanowiła by też większą przyjemność, gdyby nie fakt, że korekta leży i  kwiczy. Owszem, takie kwiatki jak sztab służby mający do dyspozycji broń aromatyczną (to z opowiadania Piotra Borowca) mogą poprawić humor, zwłaszcza kiedy się spróbuje wyobrazić taką broń (np. nic tak nie śmierdzi jak moje skarpetki od roku już nie zmieniane – że sparafrazuję M. Zembatego) ale większość błędów przepuszczonych przez korektę po prostu utrudnia lekturę.

Tyle o urodzie zewnętrznej kwartalnika. Teraz czas na wnętrze. Wnętrze zaś to przede wszystkim opowiadania. Różnego poziomu. Ale część trudno mi oceniać nawiązują bowiem do twórczości Lovecrafta, a mnie te macki i niemożliwe do wymówienia nazwy własne nigdy nie fascynowały. Miło wprawdzie poczytać coś z uniwersum BHO Łukasza Radeckiego ale… Otwierającą numer Bramę zrozumieć mogą chyba tylko ci, którzy już z opowiadaniami z cyklu Bóg Horror Ojczyzna mieli okazję się zetknąć. Tak przy okazji Radecki wraca do dawnych praktyk wybijania redakcyjnych kolegów – swojego czasu wybił w rozmaity sposób część redakcji HorrorOnline, teraz robi to z ekipą Bramy. Jak podejrzewam, ku uciesze mordowanych.

Dalej Pokolenia Simona Zacka – tu jeszcze trudniej mi się wypowiadać. Lovecrafta nie kocham, więc i hołdów mu oddanych należycie ocenić pewnie też nie potrafię. Niby Brama Radeckiego to też hołd oddany Samotnikowi z Provodence, ale tam jednak więcej uniwersum BHO niż Cthulu, więc łatwiej mi było to strawić.

Tak ogólnie to ja lubię House of the Rising Sun Animalsów, ale piosenka to dla mnie tekst, melodia i interpretacja tego tekstu przez  wokalistę. Sam tekst, gdybym kiedykolwiek przeczytała, z pewnością szybko uleciałby z mojej pamięci. Równie szybko uleci z niej opowiadanie Mariusza Wojteczka Dom wschodzącego słońca będące sfabularyzowaną wersją utworu Animalsów (czy raczej utworu spopularyzowanego przez ten zespół).

Niezłe jest Siedlisko Maćka Lewandowskiego. Nie wiedzieć czemu na początku się skrzywiłam, że nie lubię jak nasi osadzają fabułę swoich utworów w USA… bo jednak wszystko to dzieje się w Polsce. Widać ta szklanka whiskey w ręku bohatera – autora pożegnalnego listu mnie zmyliła. Jednak poza tą zmyłką, nie bardzo jest się czego przyczepić. Lubię jak straszy miejsce. Nie duchy, nie upiory tylko po prostu złe miejsce. Owszem, tekst mógłby być nieco bardziej dopracowany, ale nie jest źle.

Później jest jeszcze lepiej, czyli Góra krzyży Piotra Borowca. Ostatnio głośno o nim było za sprawą debiutanckiego zbioru opowiadań Wszystkie białe damy. Nie czytałam, ale po lekturze Klauzuli sumienia w Grabarzu Polskim i po Górze krzyży nabrałam ochoty na tę antologię. W pierwszym z tych opowiadań poruszał Borowiec sprawy lekarzy, zwłaszcza ginekologów i ich sumienia, w drugim, prezentowanym w Bramie – problem upamiętnienia poległych żołnierzy, którzy dla jednych mogą być bohaterami, dla innych – bandą zbrodniarzy…

Najgorzej wypada ostatnie opowiadanie zamieszczone w kwartalniku czyli Narodziny ostatniego człowieka Marka Kaźmierczaka. Wbrew temu, o co niektórzy mogli by mnie posądzić, fanką gore nie jestem. Nie byłam i chyba nigdy nie będę. Przemoc dla przemocy nie robi na mnie wrażenia… czy raczej robi  – fatalne. Ani to literacko ani fabularnie dobre.

Nie samymi jednak opowiadaniami Brama żyje. Najmocniejszym punktem zerowego numeru kwartalnika jest artykuł Anny Dymnej Zdjęcia pośmiertne. Nie tylko tekst o fotografiach robionych już po  śmierci ludzi czy nawet zwierząt wart jest uwagi, równie dobre są ilustrujące go zdjęcia, na których trudno orzec, która z postaci żyje, a która już nie. Z uwagi na specyfikę pierwszych fotografii, wszystkie prezentowane zdjęcia wyglądają niesamowicie.

Nie bardzo tematyką pasuje do konwencji pisma artykuł Jana Gruszki Zagadkowe zgony średniowiecznych władców Polski. Dobre, choć wolałabym nieco mnie skrótowo, w rozbiciu na 2 – 3 artykuły. I pomyśleć, że kiedyś, w zamierzchłych czasach uczono mnie, że Polacy nigdy nie splamili się królobójstwem…

Poza tym jeszcze w numerze znajdują się recenzje gier „analogowych” czyli tematyka zupełnie mi obca (podobnie zresztą jak i gry komputerowe) oraz cokolwiek złośliwy felieton o ostatniej części Hobbita… Tak, choć sama Hobbita nie widziałam, rozumiem zgryźliwość Ryszarda Brzezińskiego – mnie wystarczyło zapoznać się z literackim pierwowzorem, żeby mieć problemy ze zrozumieniem, jak z czegoś takiego można wykroić trzy pełnometrażowe filmy…

Nie wiem ile czasu Brama przeżyje. Skoro twórcy uznali, że będzie to kwartalnik, to terminy ukazywania się kolejnych numerów dają nadzieję na zbiór tak dużej ilości tekstów, że da się wybrać z nich coś wartościowego. Dają też czas na dopracowanie artykułów do kolejnych numerów. Po nazwiskach twórców też widać, że to pasjonaci, którym coraz bliżej do pełnego profesjonalizmu. Poza tym kraj nasz coraz bardziej otwarty na horror, więc może tym razem się uda… Chciałabym. Może tym razem jednak kciuków już trzymać nie będę. Trzymałam za Czachopismo, trzymałam za oba magazyny Łukasza Śmigla, więc może teraz po prostu będę życzyć powodzenia…

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ...lub czasopisma i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s