Echopraksja

Tytuł: Echopraksja (Echopraxia)

Autor: Peter Watts

Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz

Wydawnictwo MAG, Warszawa 2014, Seria: Uczta Wyobraźni

Przygotujcie się na całkowicie nową Osobliwość. Oto „Echopraksja”, kontynuacja nominowanego do nagrody Hugo „Ślepowidzenia”. Zbliża się XXII wiek. Jest to świat, w którym ci, co odeszli, wysyłają żywym pocztówki z Nieba, wierni wprowadzają się w ekstazę religijną, dokonując rewolucji w nauce; w którym genetycznie zrekonstruowane wampiry rozwiązują problemy nierozwiązywalne dla zwykłych ludzi, a żołnierze mają w głowie przełącznik trybu zombie, odcinający im samoświadomość podczas walki. A wszystko to monitoruje obca inteligencja, które nie zamierza się ujawnić. Daniel Brüks jest żywą skamieliną, biologiem terenowym w świecie, gdzie biologia się zinformatyzowała; jest marionetką wykorzystaną przez terrorystów do zabicia tysięcy ludzi. Ukrywa się na pustyni w Oregonie, odwróciwszy się plecami do ludzkości, rozpadającej się z każdą sekundą na odrębne podgatunki. Jednakże którejś nocy budzi się w oku cyklonu, który wywróci cały świat do góry nogami. Uwięziony na pokładzie statku lecącego do środka Układu Słonecznego, po lewej stronie ma dręczonego tęsknotą żołnierza, którego obsesją są szeptane wiadomości od dawno zmarłego syna. Po prawej – panią pilot, tropiącą człowieka, którego przysięgła zabić na miejscu. W cieniach za jego plecami czai się wampirzyca ze świtą zombie-ochroniarzy. Przed sobą zaś mają garstkę mnichów w szponach religijnego uniesienia, prowadzącą ich na spotkanie z czymś, co nazwali „Aniołami z asteroid”. Na tej pielgrzymce Daniel Brüks, ludzka skamieniałość, stanie oko w oko z największym przełomem ewolucyjnym od powstania rozumu.(źródło opisu: okładka książki)

Ziemia, schyłek XXI wieku. Czternaście lat upłynęło od Nocy Świetlików, ponad dziesięć od wysłania Tezeusza z misją nawiązania Pierwszego Kontaktu. Niemal wszystkie zasoby planety już wyczerpane; międzynarodowe konflikty wiszą w powietrzu i tylko czekają by wybuchnąć; coraz więcej ludzi idzie do Nieba; specjaliści od geoinżynierii zastanawiają się, co bardziej może Ziemi zaszkodzić: szkodliwe promieniowanie słoneczne czy opryski mające choć w części je odbijać; z laboratoriów „wymykają się” śmiercionosne wirusy, dziesiątkując ludność – to tylko niektóre z dręczących Ziemię problemów. Od tego wszystkiego i od swojej przeszłości ucieka na oregońską pustynię Daniel Brüks, żywa skamielina, człowiek pozbawiony jakichkolwiek ulepszeń, wszczepek mających na celu poszerzenie jego percepcji, podniesienie inteligencji czy sprawności fizycznej. Jednak zarówno od problemów tego świata, jak i od własnej przeszłości nie ma ucieczki. Na skutek „dziwnego zbiegu okoliczności” Brüks znajdzie się na statku kosmicznym, lecącym w stronę Słońca, w towarzystwie wampirzycy, której udało się uwolnić od ludzi, którzy ją wskrzesili; jej gwardii przybocznej złożonej z zombie; żołnierza, którego żal po stracie syna doprowadza niemal do obłędu; zaślepionej żądzą zemsty pilotki oraz Zakonu Dwuizbowców: ludzi, połączonych w jeden umysł. W miarę trwania podróży Brüksa coraz bardziej zastanawiają niesamowite zbiegi okoliczności, które doprowadziły go do uczestniczenia w wyprawie. Zwłaszcza, że wbrew początkowym obawom okazuje się, że nawet taki zwyklak jak on może mieć tu swoją rolę do odegrania.

Kiedy skończyłam czytać po raz pierwszy Ślepowidzenie, uznałam, że z uwagi na zakończenie powieści jakikolwiek ciąg dalszy jest wykluczony… I w sumie nadal tak sądzę. O Echopraksji Petera Wattsa powiedziałabym, że to raczej powieść której fabuła rozgrywa się w uniwersum Ślepowidzenia niż że to kontynuacja.. Jak zwał, tak zwał, jednak bez znajomości tej pierwszej powieści nie ma sensu zabierać się za czytanie drugiej. Niewątpliwie w Echpraksji dzieje się dużo więcej niż w Ślepowidzeniu, co chwilę mamy do czynienia z nagłym zwrotem akcji, co chwilę na jaw wchodzą nowe fakty, istotne dla dalszego przebiegu fabuły. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że powieść czyta się szybciej niż jej poprzedniczkę. Wręcz przeciwnie, Echopraksja jest jeszcze trudniejsza w odbiorze. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, kto z twardą SF niewiele miał w życiu do czynienia. O ile w pierwszej powieści od początku było wiadomo w jakim celu Tezeusz wyruszył w kosmos, tak tutaj prawie do samego końca zadawałam sobie pytanie: no dobrze, ale jaki jest cel tej wyprawy? Odpowiedź jednak uzyskałam. Ta zaś okazała się tyleż satysfakcjonująca co niejednoznaczna.

Jednak czytając obie powieści odnosiłam wrażenie, że nie mniej (a może nawet bardziej) ważne są tu rozważania na tematy rozmaite. W Echporaksji Watts już nie wraca do rozważań o świadomości, za to dużo jest o wolnej(?) woli, instynkcie oraz ludzkim umyśle i jego potencjale a także o religii. Jak to się zdarza w dobrej science fiction, konkluzje nie napawają optymizmem. Podobnie jak optymizmem nie napawa ani kondycja Ziemi i jej mieszkańców u schyłku XXI wieku. Jednak mimo to warto było sięgnąć po Echopraksję, podobnie jak i po jej poprzedniczkę. I warto będzie powrócić do nich nie raz, tak bowiem wiele kwestii porusza autor, że przy każdej kolejnej lekturze można znaleźć coś nowego. Żeby tak jeszcze wydano te powieści w wersji audio. W interpretacji Krzysztofa Gosztyły… Ech, rozmarzyłam się.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s