Harry Potter i Komnata Tajemnic

dsc04846Tytuł: Harry Potter i Komnata Tajemnic (Harry Potter and the Chamber of Secrets)

Autor: J.K.Rowling, Jim Kay

Tłumaczenie: Andrzej Polkowski

Media Rodzina, 2016

Nie ważne, że całkiem niedawno (znów) przesłuchałam całą septologię o czarodzieju z blizną na czole, kiedy tylko przyszedł do mnie newsletter z księgarni MadBooks, z którego się dowiedziałam, że drugi tom przepięknie ilustrowanego Harry’ego Pottera już można nabyć i to w dodatku w promocyjnej cenie, zamówiłam od razu. Poprzedni sprawiłam sobie na urodziny, ten – na imieniny.dsc04871

Fabułę mniej więcej zna każdy: z powodu niemożności przejścia przez bramkę na peron 9,75 Harry wraz z Ronem lecą do Hogwartu samochodem. Później Harry’ego mało co nie zabija tłuczek od quidditcha… a wszystko to, by uratować mu życie. Jednak żaden tłuczek ani ostrzeżenia Zgredka nie przerażają Harry’ego bardziej niż perspektywa powrotu do wujostwa. Już przy okazji omawiania wersji audio pisałam, że właśnie w tym tomie pojawiają się postaci podnoszące mi ciśnienie równie skutecznie acz w sposób zdecydowanie mniej przyjemny niż kawa. Tym razem jednak ani jego przystojność Gilderoy Lockhart ani Collin Creevey nie drażnili mnie tak, jak przy okazji słuchania powieści… co może tylko dobrze świadczyć o kunszcie Piotra Fronczewskiego. No, ale ja nie o audiobooku miałam.

dsc04873Ilustracje Jima Kaya troszeczkę mnie rozczarowały. O ile oglądając Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny momentami miałam wrażenie, że bohaterowie zaraz wylecą ze stron książki, w przypadku …i Komnaty Tajemnic tego wrażenia już nie było. W pierwszym tomie rysunki przywodziły mi na myśl fotografie ze świata czarodziejów, w drugim – tylko zwykłe, statyczne, mugolskie. Właściwie „zwykłe” to źle powiedziane – bardzo dobre, bardzo piękne lub (w najgorszym razie) bardzo interesujące, ale jednak nieożywione. Rozczarował mnie także wizerunek prof. Lockharta. Jednak to już nie wina ilustratora. Nauczyciel obrony przed czarną magią bardziej bowiem jest bliski opisowi J.K. Rowling niż odtwarzający go w filmie Kenneth Brannagh… tylko od kiedy swojego czasu gdzieś wyczytałam, że w roli tej rozważany był Hugh Grant to właśnie jego twarz miał dla mnie czarodziej z błyskiem w zębie. Nie ważne, że Grant blondynem nigdydsc04875 nie był i raczej by go nie przefarbowali na potrzeby roli, ja porostu postanowiłam zapomnieć jaki wg twórczyni miał kolor włosów i chyba już zawsze, czytając powieść, przed oczyma będę mieć twarz Hugh Granta z lokami na głowie. Oczywiście aktora wyglądającego tak, jak wyglądał kiedy kręcono Harry’ego Pottera i Komnatę Tajemnic.

dsc04865Stanowczo odradzam tę wersję powieści osobom cierpiącym na arachnofobię – pająków tam bowiem dostatek. Co więcej nie sposób ich uniknąć. O ile bowiem na strony, na której kłębi się ich całe mnóstwo albo stronę, którą zajmuje tylko jeden, ale za to olbrzymich rozmiarów można po prostu nie patrzeć, o tyle trudno nie widzieć pająków przebiegających przez zadrukowane strony. Oczywiście można jakoś pominąć fragmenty z pająkami, próbując z pamięci odtworzyć je sobie, można jednak po prostu wziąć się w garść jak Ron i dzielnie dobrnąć do końca powieści… nie powiem jako i ja uczyniłam, bowiem mam to szczęście, że pająków się nie boję. W każdym razie nie tych narysowanych czy tych za szybą terrarium.dsc04862

Tak jak w poprzednim tomie, tak i tutaj nie zabrakło dodatkowych informacji. Tym razem możemy dowiedzieć się czegoś na temat mandragor i feniksów. Ilustracje te stanowczo powinny się znaleźć w podręczniku: Magiczne stworzenia i jak je znaleźć. Mam nadzieję, że kiedyś, kiedy już skończy z Harrym, Jim Kay zilustruje ów podręcznik.

Jak już wspomniałam, ilustracje przepiękne, portrety wierne opisom… i tylko czegoś mi tu zabrakło. Konkretnie to portretu Ginny Weasley. Nie trawię jej niemal od początku (choć nie pamiętam dokładnie czy już od pierwszego czy dopiero od drugiego tomu).

okładka po zdjęciu obwoluty

okładka po zdjęciu obwoluty

Wedle opisu była ona bardzo ładna i miałam nadzieję, że chociaż jej portret sprawi, że choć trochę ją polubię. Twórcy filmu bowiem zadbali o to, bym nabrała jak najgorszego zdania o guście Harry’wgo, więc po obejrzeniu filmów najmłodszej latorośli Wealsey’ów nie lubiłam jeszcze bardziej niż po lekturze książek. Niestety Jim Key też nie dał mi szansy, bym mogła choć trochę zrozumieć ostateczny wybór Harry’ego. Kto wie, może w którymś w późniejszych tomów się doczekam… Podobnie Key nie dał mi szansy ujrzenia jak wyglądałby pojedynek Lockhart – Snape widziany jego oczyma… a z pierwszego tomu wiem, że poza tym, że świetnie rysuje, odznacza się też poczuciem humoru. Tymczasem zaczynam już czekać na portret Syriusza Blacka czyli na zilustrowany przez Jima Kaya trzeci tom zmagań coraz większego czarodzieja z tym, co wyewoluowało z Toma Riddle’a.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Harry Potter i Komnata Tajemnic

  1. Lolanta pisze:

    Jaka śliczna mandragora 🙂 Ale kartkę z pająkami to chyba bym szybko przewijała. do tej pory mnie przerażają dzieci Aragoroga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s