Upiór w operze

upior-w-operzeTytuł: Upiór w operze (Fantôme de l’Opéra)

Autor: Gaston Leroux

Tłumaczenie: Andrzej Wiśniewski

StudioEMKA, 2009

Najpierw widziałam film, dziś już nie pamiętam którą (które?) ekranizację. Później trafiłam na książkę i choć uznałam, że nawet pod pewnymi względami przewyższa film, to się rozczarowałam. Jak na arcydzieło światowej literatury wypadała dość blado. Przyczynę rozczarowania poznałam wiele lat później, kiedy gdzieś wyczytałam ile powieść liczy stron. Okazało się wówczas, że mój egzemplarz jest co najmniej o połowę szczuplejszy. Wówczas najsłynniejszy utwór Gastona Leroux z półki: przeczytane znów zawędrował na półkę: chcę przeczytać. I tkwił tam tak sobie przez lata. Całkiem niedawno Upiór w operze znów zmienił miejsce w mojej prywatnej biblioteczce. Po lekturze Maskarady Terry’ego Pratchetta znalazł się na półce: muszę to przeczytać co oznaczało, że coraz częściej myślałam o tej akurat książce. Kiedy zaś przypadkiem trafiłam czeską wersję programu Twoja twarz brzmi znajomo, w której najbardziej znany motyw z inspirowanego Upiorem… musicalu A.L. Webbera wykonywali Miroslav Etzler i Roman Vojtek uznałam, że czas już dojrzał. Książka przewędrowała na półkę: muszę przeczytać i to już! Zakupiłam więc czym prędzej (podobno) pełną wersję powieści w wersji .epub i zapominając o potrzebach Małżonka i Dzieci, zasłuchana w głosy czeskich aktorów, pogrążyłam się w lekturze… i tym razem się nie rozczarowałam.

Powieść Leroux napisana jest w formie śledztwa dziennikarskiego, mającego na celu udowodnienie, że kilkadziesiąt lat wcześniej w paryskiej operze faktycznie zamieszkiwał upiór… który tak naprawdę był człowiekiem z krwi i kości. Tak więc tylko czasami to, co czytamy to opowieść o miłości Roula, wicehrabiego de Chagny do śpiewaczki operowej, Christine Daaé oraz o namiętności, jaką do tejże śpiewaczki żywi tytułowy upiór. Na szczęście częściej, niż o trójkącie miłosnym czytamy wspomnienia dyrektorów Opery w Paryżu, którym przyszło zmierzyć się z upiorem; zapiski ze śledztwa prowadzonego przez policję w sprawie zaginięcia wicehrabiego i śpiewaczki oraz wspomnienia tajemniczego Persa, który jako jedyny znał prawdziwą tożsamość upiora. Dzięki tym zabiegom literackim Upiór w operze nie jest po prostu kolejnym romansem gotyckim, mimo iż posiada wszystkie jego cechy, tylko zapisem śledztwa dziennikarskiego, każącego czytelnikowi wierzyć, że opisane wydarzenia w istocie miały miejsce.

Pomimo upływu lat, sam wątek upiora się nie zestarzał. Właśnie dlatego, że Eryk jest po prostu człowiekiem nie posiadającym żadnych ponadnaturalnych zdolności (jeśli oczywiście uznać że ktoś, kto stanowi połączenie MacGyvera z wybitnie utalentowanym muzykiem i kompozytorem to wciąż człowiek pozbawiony ponadnaturalnych zdolności) a jego umiejętność znajdowania się w dowolnym punkcie opery i mówienia z kilku stron jednocześnie da się w sposób racjonalny wyjaśnić. Fakt, iż podziemia opery zamieszkane są przez człowieka a nie upiora w niczym nie umniejsza panującej w nich atmosfery grozy. Podziemia te bowiem, podobnie jak i wiele innych w dawnych budowlach, niesamowite są ze swojej natury. Dziś w dobie elektronicznych podsłuchów, kamer i generalnie smart domów dawne sposoby zabezpieczania się przed nieproszonymi gośćmi wciąż robią wrażenie. I uczą pokory dla dawnych, „nieoświeconych” architektów i budowniczych.

Wrażenie robią także tortury, jakie Eryk zadawał swoim wrogom. Oczywiście, miłośnicy masakry maczetą czy piłą mechaniczną mogą poczuć się rozczarowani, ale wielbiciele twórczości Edgara Allana Poe’go czy Hansa Strobla z pewnością docenią wyrafinowanie Eryka w zadawaniu cierpień swoim ofiarom.

Najsłabiej oczywiście wypada wątek miłosny… tak typowy dla powieści gotyckiej. Heroina – czysta, niewinna, żyjąca bardziej w świecie sztuki i piękna, z dala od niekoniecznie pięknej rzeczywistości. Rozdarta pomiędzy uczuciem do swojej miłości z lat dziecinnych, a żalem nad losem zakochanego w niej potwora. Antagonista: równie paskudny z wyglądu, jak i z charakteru… i zdolny do każdej zbrodni, by zdobyć kobietę, która skradła jego serce. Protagonista: piękny, dobrze urodzony i szaleńczo zakochany w heroinie. Tak szaleńczo, że gotów jest popełnić każde głupstwo, byleby tylko uwolnić ją od potwora. Dialogi pomiędzy Raulem a Christiną mogą przyprawić o mdłości… podobnie jak wyznania miłosne Eryka. Zwłaszcza jeśli ktoś wcześniej nie czytywał powieści gotyckich. Jeśli czytywał – może uznać, że bywało gorzej.

Wprawdzie przed chwilą napisałam, że najsłabiej wypada wątek miłosny, jednak opinia ta tyczyła się samej powieści Leroux. Dodatkowo lekturę utrudnia polskie wydanie. Nie znam francuskiego, ale momentami odnoszę wrażenie, że tłumacz dosłownie przekładał idiomy, co sprawia, że mająca wyglądać groźnie scena robi się komiczna. Irytuje także nadużywanie kursywy w miejscach mających (najprawdopodobniej) wywołać przerażenie. Jeśli do tego dodać literówki i dzielenie wy-razów w środku wersu (przynajmniej w wersji elektronicznej powieści) to po lekturze umiejscowienie na półkach w prywatnej, zupełnie wirtualnej biblioteczce może być tylko jedno. Upiór w operze zajmuje teraz miejsce na trzech półkach: Przeczytane; Ulubione; Chcę przeczytać w lepszym tłumaczeniu, w lepszym wydaniu. Powieść bowiem jest naprawdę warta zdecydowanie lepszego wydania, zarówno od tego, które czytałam gdzieś na początku lat 90. ubiegłego stulecia, jak i od niniejszego.

 

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s