400. Zawisza Czarny

zawisza czarny.

.

Tytuł: Zawisza Czarny

Autor: Jakub Ćwiek

Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2017

.

.

Już się nie musisz obawiać, Polsko.

Zawisza Czarny jest na posterunku!

Pochodzi z Wybrzeża Kości Słoniowej. Trafił pod opiekę emerytowanego żołnierza i mistrza sztuk walki pełniącego posługę misjonarską. Ten nauczył afrykańskiego chłopca bycia skutecznym na polu bitwy, pomógł mu zmienić ciało w broń, a przy okazji zaszczepił w umyśle polskie wartości, wpoił zasady patriotyzmu i ogromną miłość do nadwiślańskiego kraju. Podopieczny misjonarza, już jako dorosły mężczyzna, przybył do Polski, by krzewić prawdziwą, dobrze rozumianą polskość. Oto Zawisza Czarny!

Bohater trafia do Warszawy, gdzie z miejsca zostaje wmieszany w spisek tak zwanych polskich patriotów. W złożonej intrydze wezmą udział młodzi ambitni z Mordoru, uczestnicy rowerowej masy krytycznej, członkowie ONR-u, kibice Legii, a także podejrzanie popularny napój energetyczny Dumny Rodak.

Kto jednak stoi za całym tym zamieszaniem? I co znaczy być patriotą? O tym właśnie opowie Zawisza. Czarno na białym!

Najnowsza powieść Jakuba Ćwieka jest dokładnie tym co obiecuje okładka na pierwszej i ostatniej stronie (jedno i drugie powyżej). Mamy więc czarnoskórego superbohatera, dzielnego i kochającego Polskę jak ten, od którego nosi swój przydomek. Do tego heroinę, której strój i postawa mówią, że nie ma cwaniaka nad warszawiaka. Poza tym polskich patriotów spod znaku faszystowskich bojówek, prawdziwą jaskinię Batmana… znaczy Pająka w sercu Warszawy oraz spisek na międzynarodową skalę. Kto zna pióro Ćwieka łatwo może się domyślić w jakim stylu wszystko to będzie połączone. Czyli praktycznie każdy fan albo tylko lubiący prozę pisarza acz nie wyczekujący z niecierpliwością premier kolejnych powieści może sięgać po „Zawiszę Czarnego” w ciemno. Nie zawiedzie się.

Jeśli zaś chodzi o moje najzupełniej subiektywne odczucia… Mój stosunek do twórczości Ćwieka to właśnie sympatia do prozy, jednak bez oczekiwania na kolejną publikacją. Wiem też, od których powieści powinnam trzymać się z dala, gdyż z uwagi na nieznajomość pewnych książek, filmów czy zespołów trudno mi będzie wejść w powieściową rzeczywistość. Tutaj niby wiedziałam, że fanką zarówno książek jak i filmów o bejsbolistach nie jestem a i za Warszawą nie przepadam ale… takiego Zawiszę Czarnego zapragnęłam poznać. Choćby po to, żeby być świadkiem walki patriotów z „patriotami”.

Jakby nie spojrzeć taki Zawisza to – o ile nie mamy do czynienia z rasistką – ideał niejednej kobiety. Szarmancki, dowcipny, inteligentny a do tego, jak trzeba to i obronić potrafi. W dodatku prawdziwy patriota, dla którego liczy się Ojczyzna a nie kolor klubowego szalika, wyznanie czy orientacja seksualna. Nie gorzej też wypada partnerująca mu heroina. Sawka nie jest biuściastą lalą mającą być obiektem mokrych snów męskiej części czytelników, tylko uzupełnieniem Zawiszy: inteligentna, drobna, zwinna, mistrzyni kierownicy i wszelkich sztuk walki. I naprawdę kochająca Warszawę… nie tylko tę, którą jeździ jako taksówkarka. Postacie drugoplanowe z Łokietkami na czele również również pozostają w pamięci na dłużej.

Mimo nieukrywanej fascynacji Ćwieka amerykańską popkulturą w „Zawiszy Czarnym” wszystko jest polskie. Z samochodami, jakimi poruszają się nasi rodzimi superbohaterowie włącznie. Czyli jak już pisać o patriotyzmie polskim to z polskimi rekwizytami. To kolejny duży duży plus powieści.

Gorzej jest z fabułą. Fanką kina czy komiksów spod znaku Marvela nigdy nie byłam. Wszelkich apokalips zombie, nawet jeśli to miały być „jedynie” korpozombie czy cyklozombie również. Nie moje klimaty i już. Skoro jednak tak po prostu lubię styl Ćwieka, to powieść w tempie zdecydowanie wolniejszym niż tempo akcji, się czytała… aż do samego epilogu. Tu, przez jedną krótką (bo i epilog niedługi) chwilę poczułam się jak w domu. Bynajmniej nie dlatego że darzę Zakon Krzyżacki jakimś szczególnym sentymentem.

Po epilogu jest także posłowie, w którym autor obiecuje, że to, iż Murzyn zrobił swoje, bynajmniej nie oznacza, że Murzyn może odejść. On jeszcze powróci. Ja zaś trzymam za słowo. I liczę, że na słowie Kuby mogę polegać. Jak na Zawiszy.

auto_graf

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s