Ludzie na drzewach

.

.

Tytuł: Ludzie na drzewach (The People in the Trees)

Autor: Hanya Yanagihara

Tłumaczenie: Jolanta Kozak

Czyta: Filip Kosior, Roch Siemianowski

Biblioteka Akustyczna, 13 września 2017

.

.

Norton Perina zawsze zdawał sobie sprawę z tego, że jest kimś wyjątkowym, że jest stworzony do przygód i do rzeczy wielkich. Wprawdzie studiował medycynę, jednak od początku wiedział, że nie robi tego po to, by leczyć ludzi. On chciał dokonywać wielkich odkryć. Los wyszedł na przeciw jego ambicjom. Ledwie skończył studia miał okazję popłynąć wraz ze słynnym antropologiem Paulem Tallentem na wyspę U’ivu. Tam zetknął się z nieznanym, prymitywnym ludem i tam był świadkiem rytuału inicjacyjnego jakiemu podlegali młodzi chłopcy. Choć sam rytuał na długo pozostał w pamięci młodego naukowca, nie on zadecydował o późniejszych sukcesach naukowca. Wśród ludu zamieszkującego wyspę U’ivu żyli także „lunatycy” – ludzie zidiociali, posiadający problemy z wykonywaniem najprostszych czynności, jednak, jak się wkrótce okazało, żyjący już ponad sto lat. Odkrycie to oczywiście należało jak najprędzej ogłosić całemu światu, wszak możliwość dożywania tak sędziwego wieku wymagała dokładanego zbadania. Skutki jakie przyniosło ono Perinie łatwo było przewidzieć: międzynarodowa sława i Nagroda Nobla. Równie łatwe do przewidzenia były skutki odkrycia dla wyspy czyli dewastacja środowiska naturalnego i podporządkowanie życia rdzennych mieszkańców standardom zachodnim. Dręczony wyrzutami sumienia Perina regularnie odwiedzał pozostałości raju i widząc nędzę, w jaką popadli jego pierwotni mieszkańcy z każdego pobytu przywoził ze sobą kilkoro dzieci, które następnie adoptował, dbając, by każde z jego podopiecznych miało zapewniony dobry start w dorosłe życie… A potem, pomimo tak licznych zasług Perina został wtrącony do więzienia. Wprawdzie na krótko, ale jednak.

Czytając omówienia debiutanckiej powieści Hanya’i Yanagihary „Ludzie na drzewach” nieodmiennie spotykałam się z twierdzeniem, że dotyka ona problemu znanego od lat czyli czy ludzi posiadających wybitne zasługi czy to dla świata nauki czy kultury lub sztuki można stawiać ponad prawem. Czy fakt, że zrobili coś, za co przeciętnego człowieka każdy by bez wahania potępił, powinien pozostać niezauważony właśnie w imię ich zasług. Dziś, gdy się słyszy o nadużyciach znanego producenta Hollywood i gdy co jakiś czas powraca sprawa odpowiedzialności pewnego znanego reżysera polskiego pochodzenia wątek ten wydaje się bardzo na czasie. Skoro jednak inspiracją dla powieści było życie amerykańskiego wirusologa i pediatry, laureata Nagrody Nobla – Daniela Gajduska, pojawia się tu także problem, czy to, co w innej kulturze uchodzi za normalne można swobodnie praktykować w krajach, w których prawo tego zabrania.

Dla mnie jednak równie ważnym a może nawet ważniejszym wątkiem powieści był ten, który przewija się przez większą jej część czyli stosunek przedstawicieli bardziej rozwiniętej cywilizacji zarówno do przyrody jak i do ludzi uważanych za prymitywnych. Wciąż bowiem ludzie silniejsi, posiadający broń, władzę i pieniądze (i tu nie tylko o przedstawicieli cywilizacji zachodniej mi chodzi) w imię pomnażania tych ostatnich gotowi są zniszczyć ostatnie resztki przyrody jaka pozostała a mieszkańców ubogich rejonów traktować jak zwierzęta laboratoryjne czy jak maskotki, niszcząc przy okazji ich kulturę i tożsamość. O ile bowiem wokół ludzi takich jak Perina/Gajdusek i stosunku wymiaru sprawiedliwości do nich wciąż toczą się dyskusje o tyle mało kto spiera się o to czy udostępnić turystom ostatnie bastiony dzikiej przyrody, czy budować ekskluzywne hotele w miejscach do niedawna chronionych lub będących częścią dziedzictwa kulturowego innych, wciąż jeszcze nie wymarłych cywilizacji. Gdy pojawiamy się w odległych cywilizacyjnie i zacofanych miejscach domagamy się traktowania nas jakbyśmy byli u siebie, nie bacząc na to, jakie szkody może to wyrządzić lokalnym społecznościom.

Powieść „Ludzie na drzewach” napisana jest w formie pamiętnika Nortona Periny, zredagowanego i opatrzonego przypisami przez przyjaciela noblisty,  Ronalda Kuboderę. Dzięki temu zabiegowi Yanagihara nie pokazuje wprost, co sądzi o zachowaniu naukowca, pozwala jemu opowiedzieć wszystko tak, jak on to zapamiętał a tym samym pozwala lepiej przedstawić mu swoje racje. Dopiski Kubodery sprawiają, że czytelnik przez cały czas ma wrażenie, iż obcuje z autentycznymi wspomnieniami naukowca. Część pisana przez Perinę czasami bywa nudna i tu trudno mi ocenić czy jest to wynik braków warsztatowych autorki (w końcu to jej debiut) czy raczej osobowości narratora. Dopiski Kubodery zaś są tak rzeczowe jak rzeczowe powinny być uzupełnienia czy doprecyzowania cudzych wypowiedzi.

Yanagihara w swojej powieści nie poruszyła żadnego wątku, który byłby dla mnie nowością. Nie oznacza to jednak, że czas spędzony z „Ludźmi na drzewach” uważam za stracony. Po prostu sądzę, że o pewnych rzeczach warto mówić dużo. Tak dużo, żeby weszły do głowy jak największej liczbie ludzi i słowa przerodziły się w konkretne działania. Poza tym czasu spędzonego na słuchaniu jak czyta Roch Siemianowski (Kubodera) nigdy nie uważam za czas stracony. Tym bardziej stracony nie jest jeśli drugi z lektorów, wcielający się w postać Periny równie dobrze radzi sobie ze swoją rolą.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii audiobooki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s