Był sobie pies

.

Tytuł: Był sobie pies. Ten świat jest naprawdę pomerdany (A Dog’s Purpose: A Novel for Humans)

Autor: W. Bruce Cameron

Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

Czyta: Robert Michalak

Wydawnictwo Kobiece, 2017

.

Był sobie pies. Kundelek. Bezpański. Kiedy już trafił do ludzi, nazwali go Toby. Długo nie pożył i właściwie nic ciekawego nie przeżył, więc zdziwił się, gdy znów pojawił się na świecie. Tym razem jako pies rasowy. Zdziwił się także, że pamięta wszystko z poprzedniego życia. W swoim drugim wcieleniu poznał Chłopca, z którym się zaprzyjaźnił. Było jeszcze kilka ważnych momentów w jego życiu, ale przyjaźń z Chłopcem okazała się kluczowa. Kiedy, tym razem po zdecydowanie dłuższym życiu w końcu zmarł odrodził się kolejny raz. I kolejny. Zawsze pamiętał swoje poprzednie życia, choć odradzał się w różnych okolicznościach, reprezentował różne rasy a nawet raz odrodził się jako suczka. I przez ten cały czas zastanawiał się nas sensem swojego życia.

Powieść W. Bruce’a Cammerona „Był sobie pies” to miła, ciepła opowieść o psiej przyjaźni. Pisana z perspektywy psa. Zasadniczo psy lubię i zawsze zastanawiałam się czy wolę psy czy koty. Po wysłuchaniu „Był sobie pies” moja sympatia skierowała się zdecydowanie w stronę kotów. Jeśli pies jako cel swojego życia widzi służenie człowiekowi, to ja nie chcę takiego psa. Owszem, są psy-przewodnicy, psy-tropiciele czy psy myśliwskie ale ja na te ich funkcję wolałabym patrzeć tak, jak na zawody wykonywane przez ludzi. Jest sobie pies, ma lepsze predyspozycje do towarzyszenia np. ludziom niewidomym to się go szkoli do tego i w pewnym sensie pies z tego żyje, ale żeby od razu uznać, że to jest cel jego życia? Toby’ego przestałam lubić już wtedy, gdy wybrał ludzi, choć mógł – podobnie jak matka – wybrać wolność… No, ale wówczas powieści by nie było. A przynajmniej nie miałaby ona tylu czytelników.

Drugie, co przeszkadzało mi w książce – na pewnym etapie życia tłumaczka zafundowała Baileyowi (pod tym imieniem pies występował najdłużej i chyba z nim się najbardziej utożsamiał, więc przy nim pozostanę) problemy z tożsamością płciową. W którymś wcieleniu ze zdziwieniem pies konstatuje: byłem dziewczynką. No i żyje sobie i pracuje jako suczka ale cały czas mówi o sobie w rodzaju męskim. Wygląda mi na to, że to musiał być w takim razie najtrudniejszy żywot Baileya, skoro wciąż czuł się psem. Chociaż z treści wcale nie wynika, żeby mu wówczas ciężko było i żeby tęsknił do czasów kiedy był psem, bo bycie suczką mu nie pasuje. A tak z drugiej strony to sama nie wiem czy gdyby nagle zmienić narrację z męskoosobowej niemęskoosobową też bym się nie przyczepiła. Polska język trudna język i czasem stwarza problemy.

Przyczepiłam się już, do czego miałam, czas na pozytywy. Pierwszym, czym mnie ujął Cammeron jest opis z perspektywy psa jak znosi on zamknięcie w samochodzie, bo aktualny pan wyskoczył akurat na drinka. Opisy innych, niekoniecznie chwalebnych zachowań ludzi w stosunku do zwierząt domowych już nie robią takiego wrażenia, bo są delikatniejsze, Bailey więcej się domyśla niż widzi, a umysłowo zdecydowanie ustępuje ludziom. W ten sposób Cammeron nie epatuje brutalnością, ale zaznacza, że są ludzie, którzy nie zasługują na to, by mieć jakąkolwiek styczność ze zwierzętami.

Drugą rzeczą, która mnie ujęła w powieści to inne ujęcie wiecznej, ponadczasowej miłości.  Cammeron nie siląc się na romans paranormalny czy powieść fantastyczną o podróżach w czasie napisał po prostu powieść obyczajową, przyjmując jedynie założenie, że reinkarnacja istnieje i co więcej, nie dotyczy ona wyłącznie ludzi. Wyjątkowe zaś było to, że na ogół uważa się, że nie pamięta się poprzednich wcieleń, Bailey zaś pamiętał. Teraz już wiem, że gdyby mnie ktoś poprosił o polecenie pięknej a nietypowej książki o miłości to właśnie tę powieść poleciłabym w ciemno. Wszak miłość niejedno ma oblicze.

Czytelnicy, którzy konicznie poszukują książek z głębszym przesłaniem także w powieści „Był sobie pies” powinni znaleźć coś dla siebie. Owszem można tu widzieć jedynie ciepłą rodzinną książkę o psie, który zastanawiał się nad sensem swojego życia i bardzo kochał ludzi. Można jednak spojrzeć  na nią jako na powieść traktującą o tym, że każdy na świecie jest po coś i będzie się odradzał i uczył w kolejnych wcieleniach dopóki nie wypełni swojego zadania.

W psa, który żył i umierał, by odrodzić się ponownie w poszukiwaniu sensu życia wcielił się Robert Michalak. Jeśli uznam, że był dla mnie tak samo irytujący jak Bailey to mimo wszystko chyba będzie komplementem dla lektora, oznacza to bowiem, że potrafił przekonująco wcielić się odgrywaną postać.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii audiobooki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s