Exodus

.

.

Tytuł: Exodus

Autor: Łukasz Orbitowski

Czyta: Jacek Rozenek

Wydawnictwo SQN, 2017

.

.

Pewnego pięknego dnia Janek likwiduje swoje konta z funduszem na dziecko włącznie, wypłaca wszystkie pieniądze, niszczy kartę kredytową, dowód osobisty i  telefon komórkowy, wsiada w pociąg i jedzie w nieznane, uciekając przed… no właśnie, dużo czasu upłynie zanim padnie odpowiedź na to pytanie. Nim jednak okaże się, przed czym tak naprawdę ucieka Janek, towarzyszyć mu będziemy w hałaśliwym Berlinie, w słoweńskim obozie przesiedleńczym, w Lublanie i na jednej z greckich wysp. To jeśli chodzi o tu i teraz Janka. Pomiędzy relacjami z poszczególnych krajów poznamy też jego przeszłość, życie w Warszawie, jakie prowadził zanim zdecydował się uciec.

Można by dużo pisać o tym, co można znaleźć w powieści Łukasza Orbitowskiego „Exodus”. Widzimy tu bowiem współczesny Berlin, widzimy to, jak funkcjonują obozy dla uchodźców czy półświatek Lublany. Widzimy także życie młodych Polaków, próbujących robić karierę zawodową w ojczyźnie i pułapki jaki na nich czyhają. Tylko dla mnie to wszystko miało drugorzędne znaczenie. Ja im dłużej słuchałam „Exodusu” tym bardziej nienawidziłam. Nienawidziłam zarówno matki Janka, dla której synek był całym życiem, jak i samego Janka – człowieka wychowanego na życiowego kalekę. Bieżące losy Janka nie wciągnęły mnie, prawie od początku widziałam, jaki z niego człowiek, jego życie w każdym kolejnym miejscu pobytu potwierdzało pierwsze wrażenie. Z dużo większym zainteresowaniem śledziłam jego przeszłość, początkowo z napięciem czekając aż poznam przyczynę ucieczki. Z czasem przestało mnie to interesować, im bowiem mniej interesującym człowiekiem okazywał się Janek, tym bardziej podejrzewałam, że przyczyna tej ucieczki nie usprawiedliwiała podjętych środków. Słuchałam, po prostu żeby się przekonać jak się to wszystko skończy, czy teraźniejszość Janka i jego przeszłość wreszcie się spotkają. A kiedy dotarłam do końca nienawidziłam jeszcze bardziej. Zarówno matki jak i syna. Mimo uczuć jakie „Exodus” we mnie wzbudzał słuchałam. Przede wszystkim  dlatego, że jak już zacznę czytać/słuchać prozy Orbitowskiego, to trudno mi się od niej oderwać na dłużej, nawet jeśli wydaje mi się, że mam już dość i że nie chce mi się dalej czytać. Po prostu muszę wracać i czytać kolejne fragmenty, aż w końcu nie będzie już nic do czytania.

„Exodus” choć mocno irytujący, nie jest złą powieścią. Owszem, choć niewiele poznałam z dorobku autora, to czasy, kiedy o każdej nowej powieści Orbitowskiego pisało się, że to jego najlepsza już minęły. Lepsze czytywałam. Tylko wciąż słaba czy średnia powieść Orbitowskiego reprezentuje poziom, do jakiego spora część pisarzy nawet się nie zbliży. Często denerwuje mnie, kiedy powieść na pozór obyczajowa jest totalnie niewiarygodna. U Orbitowskiego jest odwrotnie – kiedy opisuje lata 90. ubiegłego wieku przypominam sobie tamte czasy, odbierałam je dokładnie tak samo, jak on uwiecznił te przeobrażenia. Toteż kiedy opisuje czy to matkę próbującą ułożyć życie swojego dziecka według własnych ambicji i wyobrażeń czy życiowego kalekę będącego produktem takiego wychowania mam przed oczami podobnych ludzi, których w życiu poznałam. A to do przyjemności trudno zaliczyć. Gorzej – takich widzę, że takich Janków jest coraz więcej… i jedyne, co budującego z tej prozy dla mnie płynie to świadomość, że ja z takim nie dzielę życia. Albo tylko mam klapki na oczach.

Bohaterowie „Exodusu” są na tyle wiarygodni a jednocześnie mało charakterystyczni, że nie wymagają szczególnych zdolności interpretacyjnych by słuchacz mógł uwierzyć w ich prawdziwość, dlatego Jacek Rozenek jest wystarczająco dobrym lektorem dla tej powieści. Owszem, wyobrażam sobie, że można by ją lepiej przeczytać ale też wyobrażam sobie kilku – zasadniczo lepszych od Rozenka – lektorów, którzy akurat tutaj mniej by się nadawali. Chociaż, po przeczytaniu kilku powieści i opowiadań Orbitowskiego, nieudanej próbie przesłuchania jednej i udanej próbie przesłuchania niniejszej dochodzę do wniosku, że prozę tego akurat pisarza wolę czytać oczami niż uszami… chyba że pisana jest pod konkretnego aktora, jak to miało miejsce w przypadku „Wywiadu z Borutą„.

. .

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii audiobooki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s