Ręka Oberona

DSC01588

Tytuł: Ręka Oberona (The Hand of Oberon)

Autor: Roger Zelazny

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa, Blanka Kuczborska

Czyta: Roch Siemianowski

Kroniki Amberu t.IV

Storyside, Storytel, 2017

„Kroniki Amberu” to wspomnienia księcia Corwina, rozpoczynające się od momentu częściowego odzyskania pamięci na Cieniu Ziemi. Czasem pojawia się jednak tu i teraz, czasem bowiem Corwin pisze coś w stylu: teraz kiedy jestem u wrót Dworców Chaosu… Uważny czytelnik wprawdzie nie wywnioskuje z tego, co się jeszcze może wydarzyć (bo u Rogera Zelaznego tego nigdy nie wiadomo), wiadomo jednak, że wspomnienia nie są snute przez aktualnego władcę Amberu. Czyli o ile nie wiadomo, co się wydarzy, o tyle wiadomo, co się z pewnością nie wydarzy. Wiedziona ciekawością, dlaczego właśnie tam finalnie znajdzie się lord Corwin sięgnęłam po „Rękę Oberona”.

W czwartym tomie „Kronik Amberu” trochę mniej akcji niż w tomach poprzednich, trochę więcej retrospekcji (co z uwagi na tempo akcji i ilość twistów fabularnych jest jak najbardziej uzasadnione) i trochę więcej na temat samego Amberu oraz Wzorca. Corwin pozna Prawdziwy Amber, dowie się kto tak naprawdę chciał go zgładzić, który z braci jest tym naprawdę złym a także zorientuje się, że to nie klątwa, którą rzucił gdy Eryk pozbawił go wzroku i zamknął w wieży, była przyczyną pojawienia się Czarnej Drogi. Pozna także nieznane mu do tej pory oblicze swojego ojca.

Z powieściami, rozpoczynającymi się od tego, że człowiek budzi się nie do końca wiedząc kim tak naprawdę jest, mam tak, że interesują mnie przede wszystkim do momentu odkrycia tajemnicy tożsamości protagonisty. Tutaj zagadka została w dużej mierze rozwiązana już w pierwszym tomie, więc właściwie każdego kolejnego powinnam już słuchać z mniejszym zainteresowaniem… Tymczasem Zelazny w każdej kolejnej części pokazuje, że z tym wypadkiem, po którym Corwin zaczął odzyskiwać pamięć jednak nie do końca było tak, jak przedstawiono to księciu w tomie pierwszym. Pojawiają się coraz to nowe szczegóły, więc pozostaje ciekawość, jak to naprawdę wyglądało. Drugim powodem, dla którego nie przerywam w połowie któregoś tomu, znudzona ciągłymi zwrotami akcji i pojawianiem się coraz to nowych postaci jest długość powieści – każda kończy się jeszcze zanim zacznę mieć jej dość. Co więcej, kończy się w taki sposób, że trudno się oprzeć, by zobaczyć, co będzie dalej. Ostatnim, choć nie najmniej ważnym powodem dla którego wciąż słucham „Kronik…” jest głos Rocha Siemianowskiego, który chyba nigdy mi nie spowszednieje. Gdyby jakikolwiek cykl czytał Krzysztof Gosztyła czy inny aktor teatralny, po każdym tomie musiałabym robić sobie dłuższe lub krótsze przerwy, w przeciwnym razie szybko nastąpiłby przesyt. Głos zaś Siemianowskiego niczym dobry, porządny chleb powszedni, nigdy przesytu nie powoduje.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii audiobooki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s