Harry Potter and the…

Tytuł: Harry Potter and the Philospher’s Stone; …Chamber of Secrets; …Prisoner of Azkaban; …Goblet of Fire; …Order of Phoenix; …Half-blood Prince; …Deathly Hallows

Autor: J.K. Rowling

Czyta: Stephen Fry

Pottermore Publishing

WP_20180830_00_02_00_Pro

Cykl J.K. Rowling o Chłopcu-który-przeżył daje okazję do rozmaitych interpretacji. Kościół może w nim widzieć promocję czarnej magii czyli szatana, wyznawcy tzw. teorii spiskowych – promocję symboli Illuminatów i ewentualnie ukryte przesłania. Dla wielbicieli literatury „Harry Potter…” to znakomita okazja to wykazania się znajomością książek, z których czerpała autorka tworząc cykl. Swoją drogą warto podążać za tym tropem, bo niejednokrotnie są to książki naprawdę godne przeczytania. Wychowawcy/pedagodzy mogą w Harrym widzieć wzór do naśladowania – bo to taki odważny, uczciwy i oddany przyjaciołom chłopak lub wręcz przeciwnie – promocję zachowań takich jak nieposłuszeństwo wobec dorosłych czy wywyższanie się czarodzieja ponad mugolską rodzinę. Sama czytając Harrego nie zastanawiałam się nad wszystkimi wyżej wymienionymi aspektami, może tylko kiedyś uznałam, że chociaż Harry Potter do pięt nie dorasta „Czarnoksiężnikowi z Archipelagu” Ursuli LeGuin to i tak częściej będę wracać do tego pierwszego.

Cykl o Harrym Potterze to dla mnie lektura pozwalająca oderwać się od różnych nieprzyjemnych myśli. Zaczynam słuchać lub czytać, żeby nie myśleć o rzeczach o których myśleć nie chcę i na które nie mam wpływu. A jak już tak zacznę to się wciągam i kończę na ostatnim tomie, nieodmiennie myśląc, że ja bym ten cykl zakończyła cokolwiek inaczej. I tylko nie chce mi się pisać fanfika. Zasadniczo z Harrym nie jest tak, jak z takim np. „Ślepowidzeniem” Wattsa czy „Imieniem róży” Eco, że za każdym razem kiedy czytam odnajduję coś nowego, coś na co wcześniej nie zwróciła uwagi. Nie, w Harrym od początku zwróciłam uwagę na kilka rzeczy, które nadal uważam za mocne strony powieści. Pierwsza to mądrość Atrura Weasleya z II tomu, że nigdy nie należy ufać czemuś, jeśli nie wiemy gdzie to ma mózg. Czemuś zawsze kiedy to czytam to przed oczyma staje mi „Wojtek, który też ma 12 lat”. Drugie, co zwróciło moją uwagę to piękne opisy manipulacji, w której mistrzem był Dumbledore. Scena, w której namawia prof. Slughorna do powrotu do Hogwartu (tom VI) wciąż należy do moich ulubionych. Więc jeśli ktoś mi mówi, że życia nie można nauczyć się z książek to ja śmiem się nie zgadzać. Trzeba tylko wiedzieć na jakie fragmenty zwracać uwagę. Poza dwoma wymienionymi na uwagę zasługują też wątki skrzatów domowych sugerujące, że wolność niekoniecznie jest tym, o czym każdy marzy oraz że nawet tych „niewidzialnych” (tłumacząc na świat mugolski – wszystkich kelnerów/sprzątających/kierowców i inny personel usługowy) nie należy lekceważyć, bo może się to zemścić.

Szczegółowe wrażenia nt. poszczególnych tomów serii znaleźć można w omówieniach każdego z nich, więc nie widzę sensu powtarzania się. Tym razem wpis poświęcam całemu cyklowi gdyż w końcu uznałam za stosowne, skoro już mam abonament na Storytel wysłuchać w końcu w oryginale. Naprawdę warto było. Owszem, wciąż bardzo lubię i cenię Piotra Fronczewskiego, wciąż mogę go słuchać dla samej przyjemności wsłuchiwania się w ten głos i pamiętać mu będę, że to właśnie dzięki jego interpretacji mogłam zapoznać się z „Ferdydurke” Gombrowicza, której to książki przeczytać nie byłam w stanie a wysłuchałam z prawdziwą przyjemnością. Podobnie nieodmiennie lubię słuchać interpretacji Wiktora Zborowskiego. Jednak przyznać muszę, że obu aktorom daleko do Stephena Fry’a. Chociaż Fry nie robi z czytania powieści przedstawienia, jak to zwykł czynić Krzysztof Gosztyła, to jednak przekonująco wciela się w każdą z postaci – bez względu na jej wiek i płeć. Postacie Dursleyów czy prof. Snape’a zarówno w filmach jak i w polskich audiobookach wydały mi się cokolwiek przerysowane, Dursleyowie są nieodmiennie komediowi, Snape zbyt demoniczny. U Fry’a tego nie słyszę, w jego interpretacji każdy z bohaterów jest człowiekiem (o ile u Rowling nim jest), tylko część należy do tego typu ludzi, których nie chciałoby się spotkać. Co więcej, Snape w wykonaniu Fry’a brzmi dokładnie tak, jak „słyszałam” go czytając książki. Snape w wykonaniu Allana Rickmana, Mariusza Benoita (polski dubbing filmu), Piotra Fronczewskiego czy Wiktora Zborowskiego to zdecydowanie nie był ten Snape, którego poznałam na kartach powieści. Byłam więc zachwycona, że w końcu mogłam usłyszeć mistrza eliksirów mówiącego dokładnie tak, jak sobie to wyobrażałam. Jednak i tak za najlepszą scenę, jeśli chodzi o interpretację aktorską uważam tę, kiedy w drugiej części Tom Riddle przedrzeźnia 11-letnią Ginny zakochaną w Harrym. Po prostu majstersztyk.

Kolejną zaletą słuchania Harry’ego Pottera w oryginale jest możliwość zapoznania się z właściwą wymową nazwisk poszczególnych bohaterów. Nie ma więc sprzecznych wersji co do tego czy Remus to Lapin czy Lipę, nie ma problemu czy Syriusz to Blak, Blek czy Blejk. Generalnie wiem, że najlepiej się czyta powieści w oryginale, bo nie każdą grę słów czy poezję da się dobrze przetłumaczyć czyli tak, żeby zachować i urodę i sens. I wiem, że i tak będę nadal czytać po polsku i słuchać audiobooków też raczej w rodzimym języku. Zwłaszcza że mamy coraz więcej dobrych lektorów. Jednak chyba czas najwyższy zacząć sięgać po oryginalne (przynajmniej te angielskie) wersje powieści czy opowiadań.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii audiobooki i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s