Ruski miesiąc

.

.

Tytuł: Ruski miesiąc

Autor: Dmitrij Strelnikoff

Czyta: Marcin Popczyński, słowo wstępne – Dmitrij Strelnikoff

Biblioteka Akustyczna, 2008

.

.

Dmitrij Strelnikoff to człowiek wielu zawodów, od lat mieszkający i pracujący w Polsce. Pisze zarówno poezje, prozę jak i prace z zakresu biologii. W napisanym po polsku „Ruskim miesiącu” dzieli się z Polakami spostrzeżeniami na temat ich ojczyzny widzianej z perspektywy mieszkającego tu na stałe Rosjanina.

„Ruski miesiąc” to historia dwóch przyjaciół, Rosjan, którzy zakochali się w Polkach i postanowili je poślubić. Dla Maksyma zawarcie małżeństwa kościelnego nie stanowi wielkiego problemu bowiem wcześniej bezwyznaniowy dla ukochanej postanowił przyjąć wiarę katolicką. Gorzej rzecz się ma z Piotrem, narratorem powieści, który jest wyznania prawosławnego, chociaż najchętniej ślub brałby przed Swarogiem i Perunem. Ponieważ jednak kult pradawnych bóstw słowiańskich nie jest w Polsce oficjalną religią a wybrance Piotra zależy na ślubie kościelnym, Piotr musi zmierzyć się z potężną i niepojętą instytucją jaką jest Kościół Katolicki. Przedstawiciele zaś tego kościoła na drodze do szczęścia Piotra ustawiają liczne przeszkody. Boje z przedstawicielami biurokracji kościelnej  stanowią świetny pretekst do podzielenia się z czytelnikami spostrzeżeniami Piotra/autora dotyczącymi tego, jak żyje się w Polsce obywatelowi Federacji Rosyjskiej.

Powieść obfituje w absurdalne sytuacje rodem z filmów Barei, tylko Bareja kręcił filmy o absurdach PRL-u, Strelnikoff zaś pisze o absurdach życia w wolnym kraju. Właśnie ów wolny kraj przewija się co chwilę, gdy mowa jest o braku kultury osobistej, nieliczeniu się z innymi, patrzeniu z wyższością na cudzoziemców, zwłaszcza tych zza wschodniej granicy. Sporo tu stereotypów dotyczących Polski i Polaków, ponad którymi na szczęście „my, piękni i inteligentni” (czyli Piotr i jego konkubentka pragnąca zostać małżonką) potrafimy się wznieść. I z drugiej strony refleksje nad historią, w stylu: dlaczego wy, Polacy tak nienawidzicie nas, Rosjan, skoro nasz kraj na przestrzeni historii zrobił dla was dużo więcej dobrego niż inne.

Oglądając dziś filmy Barei nie bawię się tak, jak bawiłam się dawniej. Po protu uważam je bardziej za filmy obyczajowe, dotyczące realiów życia w PRL-u niż za komedie. Powieść Strelnikoffa mnie bawiła tak, jak filmy Barei dawniej, kiedy oglądałam je po raz pierwszy. Owszem, często powtarzane w końcu wolno, w wolnym kraju drażni częstotliwością z jaką się pojawia, ale zdaję sobie sprawę, ze nie raz sama jak marzę o tym, żeby odgórnie wprowadzić jakieś standardy np. dotyczące wyglądu zewnętrznego bloków czy domów jednorodzinnych, w głowie słyszę protesty, że przecież nie otake Polske walczyliśmy. Więc świadoma, że w wielu momentach powieść przerysowana, nie czuję się obrażona. Chociaż skąd pisarz wziął równie często jak wolny kraj pojawiające się mistrzostwa w grillowaniu dzika to nie mam pojęcia. Chociaż bowiem wiem, że grillem Polska słynie, to o grillowaniu dzika dosłownym czy w przenośni nigdy wcześniej nie słyszałam. Za duży plus uważam natomiast refleksje historyczne Smirnoffa/Strelnikowa, warto bowiem czasem spojrzeć na historię z nieco innej perspektywy niż ta, której uczą nas w szkołach.

„Ruski miesiąc” to powieść, którą można przeczytać, zwłaszcza jak się chce widzieć, jak widzą na cudzoziemcy. Zwłaszcza ci, na których sami zwykliśmy patrzeć z wyższością. Nie poczułam się ani zniesmaczona ani obrażona lekturą, nie znalazłam jednak poza grillowaniem dzika niczego, co byłoby dla mnie nowością. Osób pokroju teściowej Maksyma kilka w życiu poznałam, z niektórymi z opisanych zachowań często sama się stykam.. Czyli tak zasadniczo niewiele bym straciła gdybym się z powieścią nie zapoznała. Jednak wydanych na nią 5 złotych polskich nie uważam za stracone. Czasu, który spędziłam słuchając audiobooka, w przyjemnej dla ucha interpretacji Marcina Popczyńskiego tym bardziej. W końcu o ile czas na czytanie kiepskiej książki można uznać za stracony, tak czas przeznaczony na słuchanie jakiegokolwiek audiobooka za stracony  trudno uznać, na ogół bowiem audiobooki towarzyszą mi w pracach, które bez nich też musiałabym wykonać. I zdecydowanie przyjemniej mi się prasowało/zmywało/gotowało z tą książką, niż gdyby mi nie towarzyszyła.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii audiobooki i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s