Zawsze mieszkałyśmy w zamku

zawsze mieszkałyśmy w zamku.

.

Tytuł: Zawsze mieszkałyśmy w zamku (We have always lived in the Castle)

Autor: Shirley Jackson

Tłumaczenie: Ewa Horodyńska

Wydawnictwo: Replika 2018

.

.

Rodzina Blackwoodów nigdy nie cieszyła się szczególną sympatią w mieście. Jeszcze mniejszą cieszy się teraz, gdy po tym, jak pewnego pięknego dnia po zjedzeniu do posiłku jagód posypanych cukrem z arszenikiem przy życiu pozostało jedynie troje jej członków: siostry Constance i Mary Katerina (najczęściej nazywana Marrycat) oraz ich stryj Julian. Constance, starsza z sióstr została oskarżona o wymordowanie rodziny i choć proces wykazał jej niewinność i tak przez mieszkańców uważana jest za trucicielkę, dlatego boi się wyjść z posiadłości. Stryj Julian, który spróbował tylko niewielkiej ilości zatrutego cukru od czasu feralnego posiłku niedomaga – zarówno na ciele jak i na umyśle. Dlatego też na zakupy do miasteczka chodzi raz w tygodniu Marrycat. Jej nienawiść do mieszkańców miasteczka równa się nienawiści mieszkańców do jej rodziny, więc każda wyprawa po zakupy jest dla dziewczyny mocno niemiłym przeżyciem. Czego się jednak nie robi, by chronić ukochaną starszą siostrę? Taka sielanka, takie życie w izolacji od świata zdaje się wszystkim domownikom odpowiadać, jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Końcem sielanki jest przyjazd kuzyna dziewcząt – Charlesa.

Narratorką powieści jest Marrycat. Poznajemy ją podczas zakupów w miasteczku. Im lepiej ją poznajemy, tym bardziej dostrzec się da, że nie tylko stryj Julian niedomaga umysłowo w tej rodzinie. Marrycat wprawdzie cały czas twierdzi, że trzeba unikać jakichkolwiek zmian, żeby chronić jej siostrę i stryja, ale jej reakcje zarówno na spodziewanych jak i na niespodziewanych gości sugerują, że młodsza z sióstr dba, by nic się nie zmieniło bo to jej ten układ odpowiada.

Można w powieści Shirley Jackson „Zawsze mieszkałyśmy w zamku” widzieć tylko powieść grozy. Taką archaiczną. Chociaż autorka żyła na początku ubiegłego stulecia,  nie raz w trakcie lektury odnosiłam wrażenie, jakby fabuła rozgrywała się kilka wieków wcześniej. Wrażenie to wynikało stąd, że Blackwoodowie zdają się trwać w epoce nieco bardziej odległej w czasie niż ta, w której żyją mieszkańcy miasteczka, stąd takie rzeczy jak samochód czy nawet sejf zdają się być tutaj cokolwiek nie na miejscu. Zderzenie się mieszkańców zamku Blackwoodów ze zdecydowanie bardziej współczesnymi z jednej strony i prymitywnymi z drugiej mieszkańcami miasteczka wywołuje niepokój. Niepokój, który jednak nigdy nie przeradza się w prawdziwy strach.

Jeśli się jednak uprzeć, że powieść Jackson to coś więcej niż urocza ramotka mająca straszyć, można dostrzec w niej opowieść o uprzedzeniach, o tym, jak niechęć do poznania drugiej strony może doprowadzić do tragedii. Pod tym względem „Zawsze mieszkałyśmy w zamku” jest powieścią wciąż i zawsze aktualną, mimo iż język, jakim została napisana sugeruje, by odłożyć ją do lamusa. Ja chyba jednak będę od czasu do czasu (jeśli kolejka książek czekających na przeczytanie na to pozwoli) do niej wracać. Prędzej w każdym razie po nią sięgnę niż po bardziej współczesne powieści poruszające ten sam problem.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s