Harry Potter i Czara Ognia (wersja ilustrowana)

.

.

Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia (Harry Potter and the Goblet of Fire)

Autor: J.K. Rowling, Jim Kay

Tłumaczenie: Andrzej Polkowski

Media Rodzina, 2019

.

Czwarty tom przygód Chłopca-który-przeżył różni się pod wieloma względami od wcześniejszych. Już na pierwszy rzut oka widać, że książka jest zdecydowanie grubsza od poprzednich. Owszem, każdy tom liczy więcej stron niż poprzedzający, ale „Harry Potter i Czara Ognia” jest wyraźnie grubszy od „Więźnia Azkabanu”. Drugą cechą, odróżniającą tę powieść od poprzednich części cyklu jest to, iż walka Harry’ego z Tym, którego imienia nie wolno wymawiać wchodzi na wyższy poziom. Lord Voldemort odzyskuje wreszcie ciało i rozpoczyna walkę o powrót do władzy. Po raz pierwszy wydarzenia widzimy także z jego perspektywy. Pojawiają się też pierwsze ofiary śmiertelne.

Wszystko to znajduje odbicie w wersji ilustrowanej powieści. Z uwagi na większą objętość tekstu rysunków jest zdecydowanie mniej niż w pierwszych tomach. Wiele z nich jest mrocznych, nieostrych, zdecydowanie nie nadających się do oglądania przez dzieci… chociaż czternastolatek (czyli dziecko w wieku, w którym jest Harry bierze udział w Turnieju Trójmagicznym) już raczej koszmarów nocnych po obejrzeniu tego wydania mieć nie powinien. No, chyba że mu się przyśni Alastor „Szalonooki” Moody. Chociaż już w „Harrym Potterze i więźniu Azkabanu” sporo było ciemnych ilustracji i stron, w których czytało się tekst pisany na biało na ciemnym tle, tutaj jest tego zdecydowanie więcej: praktycznie wszystkie sceny rozgrywające się w labiryncie, w którym odbywa się ostatnie zadanie Turnieju Trójmagicznego i na cmentarzu, na którym pochowany został ojciec Lorda Voldemorta. Oczywiście nie zabrakło też barwniejszych i pełnych życia rysunków, portretów bohaterów płci obojga czy magicznych stworzeń. Doczekałam się w końcu portretu Ginny Weasley… i jak na razie widzę dość nijaką rudą dziewczynę, która ma szansę wyrosnąć na piękność, więc może w kolejnych tomach patrząc na jej wizerunki będę w stanie zrozumieć dlaczego to jej Harry oddał swoje serce. Nie udało się niestety Kayowi oddać tego uroku Fleur Delacour, który sprawiał, że każdy niemal mężczyzna tracił dla niej głowę. Owszem, kiedy czytałam powieść nie wyobrażałam jej sobie (podobnie jak matki Harry’ego) jako skończonej piękności, tylko jako ładną dziewczynę, która ma w sobie „to coś”. Niestety „tego czegoś” nie znalazłam ani na filmach ani w ilustracjach Jima Kaya. Najlepiej ze wszystkich postaci wypada Wiktor Krum. Na jego przykładzie Kay ukazał różnice pomiędzy reklamą a życiem: zupełnie inaczej wygląda bułgarski reprezentant quidditcha na plakatach, zdobiących station podczas mistrzostw niż uczeń ostatniej klasy Durmstrangu, który przypłynął do Hogwartu próbować szczęścia w Turnieju Trójmagicznym. I chyba za to subtelne poczucie humoru ilustracje Kaya cenię najbardziej. Oraz za znakomite oddanie ruchu w scenach bardziej dynamicznych.

Tak naprawdę długo można by pisać o ilustracjach do „Harry’ego Pottera i Czary Ognia” ale i tak tę książkę po prostu trzeba obejrzeć, by samemu ocenić jak się mają ilustracje do własnych wyobrażeń o protagonistach, antagonistach i miejscach, w których się akcja rozgrywa. Tymczasem ja już czekam z niecierpliwością na ilustrowany „Zakon Feniksa”.

 

 

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s