Bóg Horror Ojczyzna

.

.

Tytuł: Bóg Horror Ojczyzna

Autor: Łukasz Radecki

Phantom Books Horrors, 2018

.

.

W końcu (czyt. w ubiegłym roku) stało się: trylogia Bóg Horror Ojczyzna doczekała się finałowej, trzeciej części. Właściwie to niezupełnie trzeciej, bo na każdą z dwóch poprzednich (Złego początki i Wszystko spłonie) składały się po dwa opowiadania, natomiast finałowy odcinek – Robak i kret to minipowieść, czyli mamy trylogię w pięciu częściach, za to już teraz w jednym tomie.

Fabuła opowieści rozgrywa się w nieodległej przyszłości, po III wojnie światowej. Mocarze tego świata wykazali się rozsądkiem i nie użyli do likwidacji wrogów bomb atomowych, więc cywilizacja, wprawdzie mocno okaleczona, przetrwała. Co więcej – rozwinęła się. Po wojnie mocno zmienił się układ sił i Polska wraz z Włochami i Hiszpanią tworzą jedno teokratyczne państwo. Katolickie oczywiście. Kościół Katolicki ma tak wielką władzę, że posiada nawet swoje służby specjalne – Katolickie Służby Specjalne i to właśnie ich przedstawiciele: doświadczony agent o amerykańskich korzeniach – James Thorson (zwany „Stonką”) oraz, w niczym mu nie ustępujący, nowicjusz Maksymilian Klimkiewicz są głównymi bohaterami cyklu.

Bóg, Horror, Ojczyzna stanowi wybuchowy miks gatunków literackich. Pierwsze opowiadanie to typowy kryminał. Powiedzieć o nim „przeciętny” to i tak wystawić mu laurkę. Tylko akurat tutaj nie intryga kryminalna się liczy, Złego początki to przede wszystkim zarysowanie głównych postaci oraz rzeczywistości, w której działają. Jak na złego początki – całkiem nieźle. Dalej jest już zdecydowanie gorzej. Znaczy lepiej. W każdym razie mocniej. Zwłaszcza w drugim opowiadaniu, w którym agenci zajmują się filmami ostatniego tchnienia i to takimi, których nie są w stanie oglądać nawet ci, którzy niejedną produkcję z tego nurtu widzieli. Żeby nie było niedomówień, czytelnik wraz z agentami „ogląda” taki jeden film, sekwencja po sekwencji. Tak zasadniczo nigdy nie byłam i chyba raczej nie zostanę miłośniczką gore, jednak od każdej zasady istnieją wyjątki: Piękno nie umiera nigdy zawsze uważałam i uważać będę za najlepszy tekst w całym cyklu. Po prostu Łukasz Radecki udowadnia tu, że nawet o skrajnych obrzydliwościach można pisać tak, że trudno się oderwać od lektury. Nawet jeśli na co dzień takie opisy odrzucają. Dalej na szczęście nie jest już mocniej i bardziej obrzydliwie. Jest bardziej różnorodnie czyli w kolejnych częściach pojawiają się zombie (Wszystko spłonie) i wampiry (Dzieci mroku). Oraz różne oblicza ultrakatolickiej Polski. Wbrew sugestii zawartej w tytule finałowej opowieści – Robak i kret nie reprezentuje gatunku animal attack. No, chyba że za taki uznać atak Orła i Sokoła na Jastrzębiu, ale to chyba by już była zbyt daleko idąca interpretacja. Finałowa opowieść to już pełna intryg political fiction, w której agenci poznają okolice, które do tej pory omijali szerokim łukiem. Jeśli ktoś liczył, że zostaną tu domknięte niektóre wątki czy że pozna przeszłość któregoś z agentów – przeliczył się. Może mniej to zdenerwuje tych, dla których Bóg, Horror, Ojczyzna to pierwsze zetknięcie z tym uniwersum, jednak jeśli ktoś latami czekał na zdecydowane zakończenie to może czuć się cokolwiek rozczarowany. Cokolwiek, bowiem finałowa scena przynajmniej w części wynagradza rozczarowanie. Tak, finałowa scena to bardzo zdecydowane zakończenie cyklu.

Było po kolei, teraz spróbuję spojrzeć na książkę jako na całość.

Spróbowałam, nie da się. Wyraźnie widać, że Bóg, Horror, Ojczyzna to zbiór opowiadań, które, pomimo łączących je elementów, nijak całości tworzyć nie chcą, choć sądząc z posłowia, były i takie plany, żeby jednak tworzyły, żeby ten ostatni rozdział domknął pewne wątki. Po przeczytaniu całości miałam jedno marzenie: marzyło mi się, żeby nad tym posiedział jakiś redaktor z dużym doświadczeniem i dobrą wizją tego uniwersum, potem równie doświadczony korektor (korekta bowiem leży, kwiczy i przeszkadza w lekturze) i żeby w efekcie tych prac powstała bardziej spójna całość… A potem to już tylko opowieści z uniwersum na wzór Metra Dmitrija Głuchowskiego albo spin-offy na wzór cyklu Skazaniec Krzysztofa Spadło. Czyli jednym zdaniem: potencjał jest (widziałam go te kilkanaście lat temu i nadal widzę), szkoda, że nie do końca wykorzystany.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s